Aktualności

MNG online

W związku z drugą falą pandemii i podjęciem zdecydowanych kroków mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19, Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego zdecydował o czasowym zamknięciu do 29 listopada 2020 r. dla publiczności instytucji kultury.

Prosimy śledzić nasze media społecznościowe i serwis internetowy mng.gda.pl, gdzie będziemy publikować bieżące informacje i wydarzenia kulturalne online zgodnie z poniższym harmonogramem:
Zbiory MNG: www.mng.gda.pl, http://instagram.com/mngdansk – wtorki, czwartki
#zostańwdomu #czytajksiążkiMNG: www.mng.gda.pl, http://www.facebook.com/MuzeumNarodoweGdansk – soboty
Spacery po wystawach MNG: www.mng.gda.pl, http://www.facebook.com/MuzeumNarodoweGdansk – wtorki
Zabawy edukacyjne dla dzieci: www.mng.gda.pl, http://www.facebook.com/MuzeumNarodoweGdansk – poniedziałki, środy, piątki
#zostańwdomu #ćwiczjogęzMNG: www.mng.gda.pl, http://www.facebook.com/MuzeumNarodoweGdansk – czwartki


ZBIORY MNG – Kolekcje artystyczne w Gdańskiej Galerii Fotografii

19 kwietnia 2020

Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka, kuratorka Gdańskiej Galerii Fotografii, przedstawia fotografię Zofii Kulik.

Fotograficzny autoportret artystki, która w osobisty sposób rozlicza system komunistyczny i swój stosunek do przemijania. Praca złożona symbolicznie i wielowarstwowo, wykonana w rzadkiej dziś tradycyjnej technice kolażu fotografii analogowej z charakterystycznymi dla artystki motywami nagiej figury męskiej (akty Zbigniewa Libery), filmowymi kadrami czy wizualnymi cytatami z autobiografii. Centralną postacią utrzymanego w tondzie autoportretu jest Zofia Kulik ubrana, dzierżąca w dłoniach symbol władzy – grot włóczni. Postać otoczona jest elementami broni stylizowanej na ornamentalny ołtarz i kolistymi bordiurami z fotografiami roślin, kadrami filmowymi, sylwetką Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz fotografiami nabojów do broni maszynowej. W narożach fotografii znalazły się cztery kopie innego autoportretu artystki, na którym półnaga, z rozpuszczonymi włosami, trzyma w dłoniach grot włóczni. Przy tych autoportretach znajdują się pędy maku. Nad głównym wizerunkiem umieszczony jest kadr z propagandowym napisem: „Socjalizmu trzeba bronić z karabinem w ręku”. Całość przywołuje ideę portretu reprezentacyjnego, jednak w krytycznej formule. Poprzez nawiązanie w kompozycji do buddyjskiej mandali (połączenia koła i kwadratu w harmonii, symbolu modlitewnego dążenia do doskonałości) autorka podaje w wątpliwość sens budowania wielkich idei, które wypaczane, stają się własną karykaturą.

Praca została zakupiona do kolekcji Działu Fotografii Muzeum Narodowego w Gdańsku w 2013 roku dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

fot. Zofia Kulik, Ja, maki i żart (z cyklu Mandale), 1992, fotografia czarno-biała, złożona z wielokrotnie naświetlanych odbitek, 50 x 50 cm, edycja 2/1, MNG/GGF/62/FA/

16 kwietnia 2020

Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka, kuratorka Gdańskiej Galerii Fotografii, opowiada o dziele Romana Joachimowskiego.

Jedną z piękniejszych prac o nietolerancji i ostracyzmie jest znajdujący się w kolekcji Działu Fotografii MNG czarno-biały fotomontaż pozytywowy Romana Joachimowskiego, nieco zapomnianego fotografa i edukatora, nauczyciela w Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni (1983–1991) Na pierwszym planie, w plenerowej scenerii kamienistej plaży, jest ukazana od tyłu naga kobieta, na planie drugim widzimy zaś ośmioro ubranych mężczyzn i kobiet, przedstawionych od stóp do pasa. Naga kobieta osłania twarz i głowę ramionami. W głębi, od góry zamykają kompozycję postaci ustawione przodem do widza. Ukośne ułożenie ciała kobiety w lewym dolnym rogu jest skontrastowane z rytmicznie ułożonymi dużymi głazami po prawej stronie i statyką pozostałych postaci. Kompozycja ilustruje zjawisko linczu, a bezbronność ofiary jest podkreślona jej nagością. Fotografia, choć wyważona, jest pełna napięcia i mocna w wyrazie. Jako fotomontaż analogowy jest wykonana z wielką starannością. Jej doskonale zaplanowana kompozycja potwierdza mistrzostwo autora w esencjonalnym przekazie rozbudowanej myśli. „Lincz” stanowi jeden z ciekawszych przykładów polskiej fotografii artystycznej lat 70. XX wieku o wyraźnie społecznym charakterze.

Artysta brał udział w licznych festiwalach i konkursach fotografii, m.in. otrzymał złoty medal na 32. International Photography Salon w Sao Paulo 1976 r. za pracę „Idol” (także w kolekcji MNG).

fot. Roman Joachimowski (1954–1991), Lincz, lata 70. XX w., fotomontaż, fotografia czarno-biała, odbitka srebrowa, na papierze, 44 x 50 cm, MNG/GF/45/FA/1. Dar Marii Joachimowskiej, żony artysty, 2004

14 kwietnia 2020

O dziele „Robotnicy” Zbigniewa Libery opowiada Małgorzata Taraszkiewicz-Zwolicka, kuratorka Gdańskiej Galerii Fotografii.

Z tematem traumy wspomnienia i konicznymi scenami zbiorowymi z historii XX wieku zmierzył się Zbigniew Libera w pierwszych latach XXI stulecia w serii fotografii Pozytywy. Cykl obejmował fotografie zainscenizowanych scen grupowych, które następnie były drukowanie i ponownie fotograficznie zreprodukowane. Wśród wielu scen-klisz pamięci artysty i jego generacji znalazł się cytat z wojny wietnamskiej. Robotnicy to scena, w której młodzi mężczyźni z urządzeniami elektrycznymi w rękach wyłaniają się z tropikalnego lasu. Obraz odtwarza – w pozytywnej wersji – słynne historyczne zdjęcie prasowe z działań wojennych w Wietnamie. Przez powtórzenie schematu kompozycyjnego oryginału i niemal wierne odtworzenie historycznej, kiedyś fotoreportersko uwiecznionej sceny, autor zmienił sens przedstawionej sytuacji. Zabieg ten pokazał, jak mechanicznie rejestrujemy i zapamiętujemy sytuacje, które w rzeczywistości wcale się nie wydarzyły. Praca ta jest więc przyczynkiem do refleksji nad manipulacją pamięcią, jakiej dokonują mass media. Robotnicy to nie zdewastowani psychicznie i fizycznie żołnierze amerykańscy, ale przystojni budowlańcy. Tropikalny las to ogród botaniczny, a zamiast broni w rękach bohaterów widzimy szlifierkę kątową i wiertarkę udarową.

fot. Zbigniew Libera, Robotnicy (z serii Pozytywy), 2002/2004, c-print barwny, 69,5 x 90cm

ZBIORY MNG – Kolekcje fotografii kresowej Oddziału Etnografii

7 maja 2020

Turyści przyjeżdżający do Wilna w okresie międzywojennym nie poprzestawali na poznawaniu miasta, ale często odwiedzali także okolice. Obowiązkowe na trasie wycieczek były Troki oddalone o 27 km na zachód od Wilna, malowniczo położone w pierścieniu jezior trockich z charakterystycznymi ruinami zamku.

Fotografia z 1935 roku znajdująca się w zbiorach Oddziału Etnografii przedstawia turystów z Katowic, sfotografowanych grupowo przed ruinami zamku w Trokach. Napisany na maszynie do pisania i wklejony opis sugeruje, że było to zdjęcie do dokumentacji działalności ówczesnego Orbisu.

Warto wspomnieć o historii tego przyciągającego turystów zamku. Zamek w Trokach wzniesiony przez Wielkiego Księcia Litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda na przełomie wieków XIV i XV początkowo miał głównie warowne, wojskowe znaczenie. W czasach Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta do gotyckiej warowni dodano renesansowe elementy, tworząc królewską rezydencję letnią. Niestety wojny z Moskwą w XVII sprawiły, że zaczął popadać w ruinę. W czasie II Rzeczypospolitej rozpoczęto prace konserwatorskie i częściowo rekonstrukcyjne. Jeśli przyjrzymy się fotografii, zauważymy rusztowania na murach zamku. Plan odbudowy przygotował i prace nadzorował architekt Jan Borowski we współpracy z prof. Juliuszem Kłosem. II wojna światowa przerwała te prace. Tu warto przypomnieć, że Jan Borowski po II wojnie światowej osiedlił się w Gdańsku. Był pierwszym konserwatorem Gdańska i zadbał o odbudowę zniszczonego Głównego Miasta. Natomiast zamek trocki ostatecznie zrekonstruowali Litwini. Od lat 80. XX w. mieści się w nim muzeum i stanowi on wielką atrakcję turystyczną Litwy. Troki są nadal odwiedzane przez turystów z uwagi na zamek, ale również na karaimską ludność zamieszkującą od XIV wieku to malownicze miasteczko i nadającą mu swoisty koloryt.

Zdjęcie pochodzi z albumu rodzinnego Aliny Afanasjew, która podarowała do muzeum fotografie z uczestnikami wycieczek orbisowskich z uwagi na fakt, iż jej ojciec Włodzimierz Ronczewski kierował w l. 30. XX biurem Orbisu w Wilnie.

fot. MNG-E-108/DH, fotografia czarno-biała, Art. fot. J. Łoziński, Wilno, ul. Bakszta 2 m1, na awersie i rewersie opis: „Pielgrzymka z Katowic na zamku Trockim, czerwiec 1935 r.”, wys. 12,3 cm, szer. 17,3 cm

4 maja 2020

Na jednej z poleskich pocztówek w zbiorze Oddziału Etnografii widnieje stacja kolejowa Lachwa (Łachwa).

Pocztówka przedstawia stojący pociąg osobowy na wprost drewnianych budynków dworcowych. Na peronie znajdują się kolejarze i duża grupa podróżnych. Może nas dziś zastanawiać to, dlaczego obiekty stacji prezentowano na pocztówkach.

Aby na to odpowiedzieć, należy sięgnąć do historii kolejnictwa i komunikacji na Polesiu. Bagniste i podmokłe Polesie aż do okresu międzywojennego nie miało żadnej bitej drogi kołowej. Inaczej wyglądała sytuacja z kolejami – już w końcu XIX wieku powstała linia łącząca Brześć, Pińsk, Mozyrz, Homel. Poprzeczną linię wybudowano w 1885 roku, dzięki czemu połączono Baranowicze, Łuniniec, Sarny z Równem. W 1902 roku poprowadzono linię z Kowla, przez Sarny do Kijowa. Powstawały także wąskotorówki łączące linie główne. Stacja kolejowa Lachwa była położona na linii Łuniniec – Homel w odległości 25 km na wschód od Łunińca; w okresie międzywojennym 30 km na wschód od niej przebiegała granica polsko-rosyjska. Kiedy uruchomiono tę linię, Lachwa liczyła 892 mieszkańców. Utworzenie tu stacji kolejowej wpłynęło na rozwój miejscowości: powstawały nowe miejsca pracy, rozwinęło się rzemiosło, handel i przeróbka drewna. Koleją przewożono nie tylko podróżnych, ale i towary.

Koleje stworzyły dla Polesia szansę na rozwój gospodarczy. Pocztówki prezentujące stacje dokumentowały tak istotne dla regionu kolejnictwo, ważne były także jako identyfikacja miejsca.

Pocztówka pochodzi z albumu rodzinnego Krystyny Pitery, której rodzina ekspatriowała do Gdańska z Brześcia w 1945 roku.

fot. Stacja kolejowa w Lachwie, pocztówka czarno-biała, autor zdjęcia nieokreślony, l. 30. XX w., wys. 8,9 cm, szer. 13,8 cm, MNG-E-22/DH

21 kwietnia 2020

Na Dawnych Kresach II Rzeczypospolitej znajdowało się wiele wspaniałych pałaców i dworów, ale w wyniku wojen w większości zostały zniszczone. Na szczęście niektóre z nich zostały uwiecznione na pocztówkach.

W zbiorach Oddziału Etnografii znajdują się dwie drukowane pocztówki z wizerunkiem Pałacu Pusłowskich w Mereczowszczyźnie; jedna przedstawia pałac w ujęciu frontalnym, druga – w ujęciu bocznym. Na rewersach pocztówek czytamy identyczne napisy w językach polskim i angielskim: „Komitet Budowy Domu Ludowego im. Tadeusza Kościuszki w Kosowie Poleskim”. Pocztówka w ujęciu frontalnym zawiera dodatkowo napisaną ołówkiem cyfrę „59”, pocztówka w ujęciu bocznym – cyfrę „45”, co sugerować może, że stanowiły one rodzaj cegiełek na odbudowę.

Z okazji prezentacji tych pocztówek warto pokrótce przypomnieć historię pałacu.

Zespół pałacowo-parkowy w Mereczowszczyźnie został założony przez Wandalisa Pusłowskiego (1814–1884), przemysłowca i miłośnika sztuki. Przy projektowaniu pałacu brali udział znani architekci: Franciszek Jeszczołd i Władysław Marconi. Obiekt został wzniesiony w stylu neogotyckim z elementami klasycyzmu. Był to dwukondygnacyjny w części środkowej pałac z rozłożystymi skrzydłami parterowymi z wysokimi arkadami, zaopatrzony w siedem wież przyporowych. Wewnątrz znajdowało się około 100 pomieszczeń. Według przekazów każda sala miała swój niepowtarzalny charakter. W pokojach były kominki, rzeźby, obrazy, gobeliny, także bogata biblioteka. Przed pałacem usytuowana była tarasowa aleja z fontannami. Wokół rozciągał się 40-hektarowy park z trzema jeziorkami. Podczas I wojny światowej pałac zrabowano i częściowo zniszczono. W okresie międzywojennym w części pałacu mieściło się starostwo powiatowe, w innej – szkoła rolnicza. W 1944 roku pałac został całkowicie spalony przez sowieckich partyzantów. Białoruski rząd rozpoczął prace archeologiczne z myślą o przyszłej rekonstrukcji zabytku.

Prezentowane pocztówki uprzednio znajdowały się w albumie rodzinnym Krystyny Pitery, której rodzina po II wojnie światowej przeniosła się z Brześcia do Gdańska.

fot. MNG-E-14/DH, Pocztówka „Pałac Pusłowskich”, wizerunek frontalny, druk czarno-biały, wyk. Zakłady Graficzne Koziańskich w Warszawie, l. 30. XX w., wys. 8,9 cm, szer. 13,9 cm
fot. MNG-E-13/DH, Pocztówka „Pałac w Mereczowszczyźnie”, wizerunek boczny, druk czarno-biały, wyk. Zakłady Graficzne Koziańskich w Warszawie, l. 30. XX w., wys. 13,9 cm, szer. 9 cm

20 kwietnia 2020

Kontynuując prezentacje fotografii przedstawiających dawne Polesie, Wiktoria Blacharska z Oddziału Etnografii proponuje obejrzenie zdjęcia grupki dziewcząt w polskich strojach.

To fotografia pozowana i okazjonalna. Dziewczęta są wyraźne ustawione do zdjęcia, ubrane w swoje najlepsze odświętne stroje. W ubraniach dziewcząt, mimo wspólnego kanonu: spódnica, fartuszek, koszula, chustka, zauważyć można duże zindywidualizowanie we wzorach i ich rozmieszczeniu w hafcie na koszulach i fartuchach. Dlatego to zdjęcie ma dużą wartość dokumentalną i jest cennym źródłem dla badaczy strojów ludowych.

Trzy dziewczyny siedzą na podłodze z desek, pozostałe trzy klęczą nad nimi. Tylko dwie dziewczyny mają buty – jedna ma skórzane, a druga typowe poleskie łapcie. Dziewczyny są ustawione wewnątrz izby na tle drzwi i ściany z dywanami. Nad drzwiami widać półkę z talerzami.

W okresie międzywojennym przyjazd fotografa na wieś była niecodzienną okolicznością i chętnie aranżowano pamiątkowe zdjęcia. Ta fotografia została wykonana w dobrej jakości, co świadczy o profesjonalizmie fotografa 👌 Nie mamy informacji ani o fotografie, ani o miejscu, w którym zdjęcie zostało zrobione. Zdjęcie pochodzi z poleskiego albumu Wojciecha Pitery, który w okresie międzywojennym pracował w Stolinie jako inspektor oświaty. Z upodobaniem zajmował się dokumentacją fotograficzną Polesia i często wyjeżdżał w teren z towarzyszącymi mu fotografami. Po II wojnie światowej rodzina Piterów przyjechała do Gdańska. Córka właściciela albumu – Krystyna Pitera – po odwiedzeniu prezentowanej w Oddziale Etnografii wystawy „Ziemia wiecznej tęsknoty – Polesie, Wołyń” zdecydowała się przekazać w darze 102 fotografie z albumu ojca.

fot. MNG-E-55/DH, Dziewczyny w strojach ludowych z Polesia, autor nieokreślony, lata 30. XX w, fotografia czarno-biała, wys. 8,8 cm, szer. 11,8 cm

12 kwietnia 2020

Wiktoria Blacharska, kustosz w Oddziale Etnografii, opowiada o zbiorach fotografii kresowej, w których znajduje się pocztówka z okresu międzywojennego z widokiem Kanału Ogińskiego.

Widzimy na niej śluzę, most, dwie płynące tratwy, w głębi domek strażnika. Prezentując niniejszą pocztówkę warto wspomnieć o historii Kanału.

Kanał o długości 46 km łączył dorzecze Niemna i Dniepru, a zarazem w zamierzeniu Morze Bałtyckie z Czarnym. Był on inicjatywą hetmana Michała Ogińskiego. Został zbudowany w latach 1765-1783, miał gospodarczo ożywiać obszar Polesia. Okres wojen i zmian politycznych w XX wieku nie sprzyjał jego trwaniu. W czasie I Wojny Światowej uległ zniszczeniu. W odrodzonej Polsce w latach 1923-27 Kanał Ogińskiego odbudowano. Transportowano nim drewno, pływały małe statki, w tym także wycieczkowe. Władza II Rzeczypospolitej chlubiła się nim, nic więc dziwnego, że znajdował odzwierciedlenie na pocztówkach. Był czynny do 1941 r., bowiem działania wojenne podczas II Wojny Światowej znów doprowadziły do jego zniszczenia. Do tej pory nie został uruchomiony.

Pocztówka dotarła do Gdańska wraz z rodziną Piterów, którzy repatriowali z Brześcia w 1945 r. Do muzeum podarowała ją Krystyna Pitera.

fot. MNG-E-229/KP, Kanał Ogińskiego, pocztówka fotograficzna czarno biała, autor fotografii nieokreślony, lata 30.XX w, wys. 9 cm, szer. 14 cm

8 kwietnia 2020

W ramach fotograficznej podróży na Dawne Kresy, razem z Wiktorią Blacharską z Oddziału Etnografii odwiedzimy Polesie.

Polesie to podmokła kraina leżąca w dorzeczu Prypeci i Bugu. Był to najbiedniejszy rejon II Rzeczypospolitej, a jednocześnie – mimo tego zacofania – z sentymentem wspominany przez Poleszuków, którzy po wojnie zamieszkali w Gdańsku. Polesie pocięte siecią rzek, bagien, torfowisk, moczarów było trudno dostępnym terenem, szczególnie na wiosnę, gdy po zimowych roztopach drogi były nieprzejezdne. Niektóre wioski stawały się wówczas zupełnie odcięte od świata. Jedynym możliwym sposobem dotarcia do porozrzucanych nad rzekami drewnianych wsi i chutorów był transport rzeczny. Tradycyjnymi łodziami płaskodennymi – pychówkami przewożono ludzi, zwierzęta, zwożono siano, łowiono ryby. W ten też sposób do wiosek docierali handlarze, urzędnicy, lekarze.

Taką sytuację przedstawia pokazana fotografia. Widzimy na niej dwie łodzie z przewoźnikami. W pierwszej, jak się wydaje, siedzą goście odwiedzający wieś Tuwy. Rzeka to najprawdopodobniej Horyń. Na brzegu widoczne drewniane zagrody wiejskie. Fotografia wygląda sielankowo, choć życie na Polesiu było dalekie od sielanki.

Zdjęcie pochodzi z albumu rodzinnego Krystyny Pitery – mieszkanki Gdańska, której rodzina repatriowała z Brześcia w 1945 r. Jej ojciec w okresie międzywojennym pracował w Stolinie jako inspektor oświaty, wyjeżdżał w teren, amatorsko zajmował się fotografią. Nie wykluczone, że to on wykonał to zdjęcie.

fot. MNG-E-34/DH, Wieś Tuwy na Polesiu, autor nieokreślony, lata 30. XX w, fotografia czarno-biała, na odwrocie napis czarnym atramentem „Wieś Tuwy, gm. Chorsk, p. Stolin”

7 kwietnia 2020

W sytuacji, gdy nie możemy odbywać żadnych wycieczek, Wiktoria Blacharska z Oddziału Etnografii pokaże Wam jak dawniej podróżowano.

Fotografia przedstawia zacumowany przy przystani nad rzeką Wilją w Wilnie parostatek „Śmigły” z grupą siedzących na pokładzie turystów. Na odwrocie fotografii jest podpis: „Wycieczka Polaków z Niemiec w drodze do Werek 1934 r.”. Fotografia została wykonana w zakładzie „Art. Fot. J. Łoziński. Wilno, ul Bakszta 2 m 1”, o czym świadczy pieczątka na rewersie zdjęcia.

Przystań znajdowała się nieopodal Góry Zamkowej naprzeciw dzielnicy Śnipiszki. Widoczne na zdjęciu budynki istnieją nadal. Za nimi wyrosła jednak nowoczesna dzielnica „szklanych domów”.

Zdjęcie pochodzi z albumu rodzinnego Aliny Afanasjew – znanej i cenionej scenarzystki, urodzonej w Puszkarni k. Wilna, od 1945 r. mieszkającej w Sopocie. Alina Afanasjew podarowała muzeum 16 dobrze opisanych fotografii, które przedstawiają uczestników wycieczek orbisowskich. Ojciec Aliny Afanasjew – Włodzimierz Ronczewski kierował biurem Orbisu w Wilnie w latach trzydziestych XX wieku.

fot. MNG-E-111/DH. Parostatek na Wilji, fot. J. Łoziński, Wilno,1934 r., fotografia czarno-biała, na rewersie pieczątka zakładu fotograficznego i opis, wys. 12,7 cm, szer. 17,7 cm

3 kwietnia 2020

Oddział Etnografii posiada nie tylko zbiory etnograficzne. Mało kto wie, że jest także w posiadaniu ciekawego zbioru fotografii i dokumentów pochodzących od Kresowian przybyłych na Pomorze Gdańskie. Zbiór liczy 245 pozycji inwentarzowych oraz 580 reprodukcji fotograficznych dokumentujących życie na dawnych Kresach. Czas obecny jest dobrym momentem na stworzenie internetowej Galerii fotografii kresowej w zbiorach Oddziału Etnografii – zapraszamy do małej podróży w czasie i cofnięcia się o ok. 100 lat.

Odnosząc się do fejsbukowego wyzwania pokazywania dziecięcych fotografii jako pierwsze przedstawiamy zdjęcie dziecka z Polesia wykonane przez niewiadomego fotografa w latach 30-stych XX w. Przedstawia dziewczynkę ciągnącą zabawkę – wózek drewniany wykonany zapewne przez jej ojca lub dziadka. Dziewczynka w za dużym płaszczyku, opadających, czyli też za dużych rajtuzach (niewątpliwie odzież po starszej siostrze) w chuścinie na głowie stoi na wiejskiej drodze przy płocie z mocno zaciętą miną. Ma jednak buty skórzane co jest nietypowe, gdyż w owym czasie dzieci często biegały boso lub miały łapcie plecione z łyka. Skórzane buty były więc swoistym luksusem. Zwyczajne zdjęcie, a tak wiele mówi.

fot. MNG-E-63/DH, autor nieznany, fotografia pochodzi z albumu rodzinnego Krystyny Pitery, lata 30.XXw, fotografia w obramowaniu, czarno-biała, wys.8,9 cm, szer 6,5 cm

ZBIORY MNG – Kolekcje sztuki dawnej

5 maja 2020

Czy wiecie, że w naszych zbiorach znajduje się seria talerzy z wizerunkiem mieszczek? Opowiada o nich dr Magdalena Mielnik, kuratorka Oddziału Sztuki Dawnej.

Znów cieszymy się możliwością pójścia do parku czy lasu. Jak jest to dla nas ważne, odczuliśmy dobitnie, gdy zamknięci w naszych domach nie mogliśmy się cieszyć obcowaniem z naturą, czymś tak wydawałoby się zwyczajnym jak spacer.

W zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku znajduje się seria ośmiu okrągłych drewnianych, malowanych talerzy z wizerunkiem spacerujących mieszczek. Awers każdego z nich zdobi przedstawienie kobiet na tle architektury, na rewersie są przyklejone karteczki z wierszykami. Postaci kobiece – schematycznie i dość topornie malowane – powtarzają wizerunki z serii rycin ze strojami kobiecymi według rysunków Antona Möllera starszego, wydanej w Gdańsku w 1601 roku. Również wiersze na rewersach zostały przepisane z tego wydawnictwa. Zdaniem badaczy malowane tonda dawniej służyły jako talerze na niewielkie pszenne bułeczki. Talerzyki wykonywano z twardego drewna, stanowiły element nakrycia stołu używany głównie w Niderlandach lub Anglii. Gdańskie talerze nie noszą jednak śladów użytkowania, pieczywo kładziono na niemalowanej stronie naczynia, na której przyklejono teksty wierszy (choć być może zostały dodane później?). Urozmaiceniem jest dodana w tle przestrzeń architektoniczna (na tyle ogólnie zarysowane fragmenty zabudowań, że zapewne nie pokazują żadnego konkretnego miejsca).

Przed wojną talerzyki znajdowały się w zbiorach Biblioteki Miejskiej, do Muzeum Miejskiego przekazano je jako depozyt. Obecnie w kolekcji PAN Biblioteki Gdańskiej jest faksymilowe wydanie cyklu rycin ze strojami kobiecymi. Dwa z nich przedstawiają spacerujące po Nowych Ogrodach mieszczki: matrony i młode dziewczęta, które – jak głosi wierszyk – podziwiały piękne róże. Spacer miał też wymiar praktyczny, dostojne panie zbierały rozmaryn i inne zioła, a także kazały zebrać sałatę i nasturcję. Młoda dama pokazana z towarzyszką, gdy wróci do domu, jak głosi podpis, rozproszy złe myśli swych rodziców.

Nowe Ogrody prowadziły do głównego wjazdu do Gdańska. Po obu stronach ulicy znajdowały się duże działki ogrodowe o długości przekraczającej miejscami 200 metrów. Zabudowę ulicy stanowiły niezbyt atrakcyjne jednopiętrowe budynki, dlatego często na XVI- i XVII-wiecznych rycinach artyści upiększali tę część Gdańska okazałymi, fantastycznymi budowlami.

fot. Anton Möller starszy, krąg, Spacerujące matrony, ok. 1605–1615, Gdańsk, drewno, technika olejna, śr. 20 cm, Muzeum Narodowe w Gdańsku
Anton Möller starszy, Spacerujące matrony, 1601, PAN Biblioteka Gdańska
Anton Möller starszy, krąg, Spacerujące panny, ok. 1605–1615, Gdańsk, drewno, technika olejna, śr. 20 cm, Muzeum Narodowe w Gdańsku
Anton Möller starszy, Spacerujące panny, 1601, PAN Biblioteka Gdańska

28 kwietnia 2020

Johann Carl Schultz był artystą malarzem, grafikiem, pasjonatem gdańskiej architektury. Za jego życia w Gdańsku zachodziły duże zmiany – tworzono nowy wygląd miasta, wyburzając to, co było stare i nieprzydatne. Schultz znał wartość tych zabytkowych budynków i chciał je uratować. Udało mu się to częściowo, dzięki stworzeniu widoków gdańskich ulic i budynków, dzięki którym możemy podziwiać nasze miasto sprzed zmian, jakie zaszły w XIX wieku.

Jesteśmy ciekawi, jak wyglądają wasze ukochane zakątki, budynki Gdańska, które chcielibyście zachować na zawsze. Czekamy na zdjęcia lub rysunki w komentarzach! ⤵

Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym gdańskim artyście i społeczniku, koniecznie odwiedźcie profil Niezapomniane. Historia kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku.

fot. Johann Carl Schultz, Dwór Bractwa Św. Jerzego, 1866, akwaforta, papier, Muzeum Narodowe w Gdańsku

 

27 kwietnia 2020

547 lat temu, 27 kwietnia 1473 roku, Wielka Karawela „Peter von Danzig”, dowodzona przez gdańskiego kapra Paula Beneke, odniosła swoje najsłynniejsze zwycięstwo. Na wysokości portu Gravelines doszło do abordażu i przechwycenia cennego ładunku (m.in. tkanin, ałunu, kosztowności) florenckiej galery „San Mateo”, płynącej pod neutralną banderą Burgundii, zmierzającej w kierunku Pizy.

Po dotarciu do Hamburga, gdański kaper podzielił łupy między załogę, a jemu samemu przypadł między innymi obraz „Sąd Ostateczny”. Dzisiaj wiemy, że dzieło namalowane przez Hansa Memlinga na zamówienie florenckiego bankiera Angela Taniego miało dotrzeć do kaplicy Św. Michała w kościele Badia Fiesolana pod Florencją. Pozostało jednak w Gdańsku.

Po powrocie do rodzinnego miasta, Beneke przekazał tryptyk do kościoła Najświętszej Marii Panny w Gdańsku. Tryptyk zawisł na filarze przy kaplicy Św. Jerzego. W kościele pozostał do 1942 roku.

Ilustracja Joanny Czaplewskiej pochodzi z książki Jacka Friedricha „Z Brugii do Gdańska. Sąd Ostateczny Hansa Memlinga” (rok wydania: 2017).

26 kwietnia 2020

Dr Magdalena Mielnik, kuratorka Oddziału Sztuki Dawnej, opowiada o obrazie „Pycha prowadzi do Zazdrości”.

Trudne czasy skłaniają do autorefleksji, są sprzyjającym momentem do rozmyślań na temat kondycji człowieka. Popularne stwierdzenie „historia kołem się toczy”, tłumaczące koleje losu jako stałej zmiennej, lepszych i gorszych czasów, jest jednym z pomysłów na interpretację, czemu na człowieka spadają nieszczęścia, wojny i zarazy. Ludzkie pragnienia i wady napędzają koło historii i tak dobrobyt prowadzi do pychy, a ta do zazdrości. Zawiść często jest przyczyną wojny, prowadzącej z kolei do ubóstwa. Bieda budzi pokorę, która prowadzi do pokoju. Dzięki temu zaś może się rozwijać dobrobyt. Potem krąg rozpoczyna się na nowo. W 1604 roku humanista Cornelius Killian napisał utwór na temat zmienności kolei losu ludzkiego Circulus vicissitudinis rerum humanarum, wydany przez Philippa de Galle z rycinami Maartena de Vosa. Cykl cieszył się popularnością ze względu na uniwersalne przesłanie.

W Gdańsku wykonano co najmniej kilka realizacji według ilustracji cyklu, w kolekcji Muzeum Narodowego znajduje się obraz „Pycha prowadzi do Zazdrości”, powtarzający rycinę z pewnymi różnicami, które typowo dla gdańskiej sztuki osadzają dzieło w lokalnym kontekście. Tytułowa Pycha siedzi na tronie otoczona przedstawicielami patrycjatu. W tle, po lewej widać personifikację Zazdrości. Po prawej stronie grupa przedstawicieli różnych zawodów (malarz, kartograf, medyk i uczony) także narażonych na grzech pychy podczas dążenia do doskonałości i zgłębiania swojej wiedzy. Za nimi znajduje się kościół, a w nim ksiądz wygłaszający z ambony kazanie do pustych ławek – mieszczanie spędzają czas nabożeństwa w pobliskim parku na schadzkach. W prawym rogu widać jakby osobne przedstawienie, także ilustrujące Pychę – to kościół katolicki depczący władcę świeckiego. W tle panorama Gdańska, by nie było wątpliwości, które miasto uosabia ten grzech. Pychę uznawano kiedyś za jeden z cięższych grzechów, stanowiący podatny grunt, z którego wyrastają inne, w tym zawiść, która prowadzi do… i tak niezmiennie, w koło.

fot. Krąg Hermana Hana, Pycha prowadzi do Zazdrości, Gdańsk, 1600–1610, deska, technika olejna, MNG/SD/335/M

23 kwietnia 2020

Alicja Andrzejewska-Zając, zastępca kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej, opowiada o rycinie Christiana Friedricha według Caspara Davida Friedricha „Kobieta z siecią pajęczą (Melancholia)”.

Czym jest MELANCHOLIA? Przygnębieniem, smutkiem, tęsknotą, czy może rozdarciem pomiędzy światem ziemskim a boską nieskończonością? Towarzyszy człowiekowi od zawsze.

Starożytni myśliciele upatrywali przyczynę melancholii w patologicznym działaniu „czarnej żółci”. Arystoteles zauważył, że wszyscy wybitni twórcy byli obdarzeni temperamentem melancholicznym, jednak ów niezgłębiony stan, mógł także zwieść z drogi cnotliwości (!).

Późniejsza myśl chrześcijańska podtrzymała te obawy, opisując melancholię w kategoriach „demona smutku”, acedii, „utraty wiary, nadziei i miłości”. Ewagriusz z Pontu określił ją jako „paszczę lwa, który łatwo pożera smutnego; robaka serca, który zżera rodzącą go matkę”.

Jan Tritemiusz, benedyktyński uczony, twierdził, że „wielkość melancholijnego smutku bardziej szkodzi niż działanie samego diabła (…) więc jeśli uda się ów smutek wypędzić – nic już człowieka nie złamie.”

Dopiero włoski humanizm nadał melancholii nowy sens. Stała się ona częścią świata ludzi myślących, pracujących twórczo, zdolnych do kontemplacji i uduchowionych.

W 1514 roku zobrazował ją Albrecht Dürer – jako uskrzydloną, zamyśloną kobietę, siedzącą pośród porozrzucanych narzędzi, bezradnie podtrzymującą policzek dłonią. Ta pełna symbolicznych treści rycina jest najwspanialszym w sztuce obrazem ludzkiego geniuszu, zmagania się twórczym marazmem i wątpliwościami. Wywarła ogromny wpływ na późniejszych twórców.

W muzealnej kolekcji znajduje się drzeworyt wykonany według rysunku Caspara Davida Friedricha przez jego brata Christiana w 1804 roku, który ukazuje samotną kobietę siedzącą pośród traw i polnych kwiatów, pomiędzy dwoma uschniętymi drzewami 🎨 Ponad jej głową rozciąga się pajęcza sieć, do której zmierza motyl. Zamyślona kobieta, odwrócona tyłem, jak większość bohaterów Friedricha, obrazuje romantyczne pragnienie wyrwania się z doczesności. Tylko śmierć, symbolizowana przez podążającego ku pajęczynie motyla, jest warunkiem przejścia do wytęsknionej rzeczywistości, choć jej nieuchronność paradoksalnie wprowadza w stan przygnębienia i smutku. Łatwość, z jaką Friedrich przetransponował dürerowską wizję na język romantyczny, może wskazywać, że była ona dla niego punktem wyjścia do rozważań nad istotą tego niezwykłego stanu, w którym, jak ujął to Søren Kirkegaard „osobowość dąży do osiągnięcia samoświadomości swego wiecznego znaczenia”.

Miedzioryt Albrechta Dürera niegdyś także należał do kolekcji Muzeum Miejskiego. Niestety krótko po wojnie, podzielił los wielu innych dzieł, ukrytych i zabezpieczonych przez Niemców, które zostały odnalezione przez radziecką grupę operacyjną pod dowództwem Leontija Denisowa i wywiezione do Związku Radzieckiego. Poza skrzyniami z obrazami, rzeźbami, bezcennymi numizmatami, Gdańsk opuściło także 129 pudeł z rycinami i rysunkami. W wyniku rewindykacji, w 1956 roku, do Gdańska powróciło 4595 dzieł, wśród nich były 1543 ryciny z kolekcji Kabruna (przed wojną było ich ponad siedem tysięcy). Pośród odzyskanych dzieł były niemal wszystkie dzieła Albrechta Dürera z przedwojennej kolekcji muzeum, nie było jednak jego najsłynniejszej „Melancholii I”.

fot. Christian Friedrich według Caspara Davida Friedricha, Kobieta z siecią pajęczą (Melnacholia), papier, drzeworyt, MNG/SD/2225/G

15 kwietnia 2020

Zachęcamy do wysłuchania Alicji Andrzejewskiej-Zając, zastępcy kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej, która przedstawia rycinę Albrechta Dürera „Sen doktora”.

Albrecht Dürer "Sen doktora"

Ponownie zachęcamy do wysłuchania Alicji Andrzejewskiej-Zając, zastępcy kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej, która tym razem przedstawia rycinę Albrechta Dürera "Sen doktora" 🖼

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Wtorek, 14 kwietnia 2020

9 kwietnia 2020

Lech Łopuski, kustosz w Pracowni Mebli w Oddziale Sztuki Dawnej opowiada o zegarze Johanna Gottlieba Hintza.

Jednym z najwspanialszych eksponatów w kolekcji mebli Muzeum Narodowego w Gdańsku jest zegar szafowo-podłogowy sygnowany nazwiskiem gdańskiego zegarmistrza Johanna Gottlieba Hintza. Pochodzi z 2. połowy XVIII wieku, do zbiorów Provinzial-Kunstgewerbe Museum Danzig został kupiony w 1897 roku (nr inw. Kgm.2738). W czasie II wojny światowej obiekt był ewakuowany do miejscowości Żelisławki (niem. Senslau) koło Pszczółek, do muzeum wrócił w 1946 roku, przekazany przez Wydział Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego.

Sam mechanizm – bijący półgodziny, o napędzie sznurowo-obciążnikowym z dużym wahadłem w korpusie szafy – został wtórnie zaadaptowany z zegara ściennego. Wskazuje na to zawieszenie mechanizmu w obudowie na masywnym uchu, a nie na drewnianej ławeczce. Tarcza zegara jest co prawda wzorowana na rozwiązaniach angielskich, jednak aplikacje z motywem wici roślinnej świadczą o gdańskim pochodzeniu. Zegarmistrz Johann Gottlieb Hintz został mistrzem 7 kwietnia 1777 roku, a zegar ten jest jego jedynym znanym dziełem.

Uwagę zwraca także szafa zegara, w całości pięknie zdobiona polichromią. Wśród stylizowanych ornamentów roślinnych, motywów lambrekinowych, dekoracyjnych waz i wieńców przedstawiono sceny ze Starego Testamentu. Na podstawie widnieje Anioł prowadzący młodego Tobiasza (Tb, 6-11), na trzonie zaś – scena Podwyższenia węża miedzianego (Lb, 21, 6-9). Taka dekoracja jest niepowtarzalna – jedyny znany czasomierz o podobnie zdobionej obudowie znajdował się w przedwojennej kolekcji Friedricha Basnera z Sopotu. Niestety, zegar ten zaginął, a to czyni z zegara Hintza dzieło wyjątkowe.

fot. Zegar szafowo-podłogowy, Johann Gottlieb Hintz, 2. połowa XVIII w., zbiory Muzeum Narodowego w Gdańsku, fot. Archiwum MNG

6 kwietnia 2020

O swoim ulubionym dziele opowiada Alicja Andrzejewska-Zając, zastępca kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej.

Jedno z najbardziej znanych i najważniejszych dzieł w graficznym dorobku Rembrandta van Rijn to „Kazanie Chrystusa” (La petite Tombe, 1652). Mistrzowskie pod względem kompozycji, obserwacji i techniki, obrazuje grupę ludzi, którzy słuchają słów Jezusa. Cała ich uwaga skupiona jest na Nim, ukazanym w centrum, z blaskiem aureoli nad głową. Subtelność i przenikliwość w ukazaniu emocji słuchaczy, ostrość charakterystyki ich fizjonomii, strojów, akcesoriów to cechy typowe dla holenderskiego artysty. Nikt przed Rembrandtem nie osiągnął takich rezultatów w technice akwaforty, która dla niego stała się najbardziej osobistym narzędziem wypowiedzi artystycznej.

W tej zjawiskowej scenie, w której pierwiastek boski, wydobyty za pomocą światła, odgrywa najistotniejszą rolę, zawsze najbardziej fascynowało mnie dziecko. Leżące na brzuchu, tyłem do głównej sceny, zajęte własnym rozmyślaniem i kreślące paluszkiem niewidoczne znaki na piasku. Czy zbyt małe by rozumieć mądrość Chrystusa, czy może będące jej najbliżej? Jezus kieruje wzrok właśnie na tę niewielką, na pozór mało istotną postać, jakby wskazując odpowiedź „do kogo należy królestwo Boże”. Tak, Rembrandt jako artysta, a także jako myśliciel, nie miał sobie równych w łączeniu świata ludzkiego z boskim. Nikt nie opowiadał historii biblijnych tak jak on. Unikając ostentacji i teatralności, uciekał się do zgłębiania intymnych, ludzkich cech, ukazując z pełną ostrością najbardziej skryte emocje i myśli. Swoich biblijnych bohaterów zawsze umieszczał w realiach mu współczesnych, dzięki czemu stawali się częścią ziemskiego doświadczenia, bliscy i namacalni.

Żadna, nawet najlepsza reprodukcja nie jest w stanie oddać jakości i piękna rembrandtowskich akwafort. Możliwość zobaczenia oryginałów – aksamitnej czerni farby, wypukłego duktu delikatnej i swobodnej kreski i papieru, który przez ponad trzysta lat przetrwał w zaciszu kolekcjonerskich gabinetów, jest ogromnym przeżyciem estetycznym. W muzealnej kolekcji znajduje się zespół niemal czterdziestu rycin Rembrandta van Rijn, który obecnie jest opracowywany. Większość z nich pochodzi z kolekcji gdańskiego kupca Jakoba Kabruna przekazanej miastu w 1814 roku.

5 kwietnia 2020

O wybranym dziele ze zbiorów MNG opowiada dziś Anna Fietkiewicz, kustosz w Pracowni Metali w Oddziale Sztuki Dawnej.

Czy stary cynowy talerzyk może budzić zainteresowanie? Tak, jeśli jest tak wyjątkowy, jak niepozorny na pierwszy rzut oka przedmiot ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku. W kolekcji muzealnej znalazł się w 1893 roku. Wyciśnięty na kołnierzu znak konwisarza w formie trzech skrzyżowanych strzał oraz polski orzeł i herb Gdańska wskazują, że wykonawcą talerzyka był gdański konwisarz z rodziny Felske, najprawdopodobniej Jeremias Starszy, który został mistrzem w 1624 roku.

Cała powierzchnia przedmiotu pokryta jest grawerowana dekoracją. Wskazuje to na fakt, że nie był to przedmiot użytkowy. Zgodnie z XVII-wiecznym zwyczajem dekoracyjne, grawerowane talerze ustawiano rzędami na półkach w reprezentacyjnych pomieszczeniach. Stanowiły one jeden z elementów zdobniczych także w okazałych sieniach gdańskich kamienic.

Na stosunkowo szerokim kołnierzu przedstawiono sceny polowania: wśród stylizowanych drzew ukazano dziki, niedźwiedzia i jelenia, psy gończe, a także myśliwych pieszych oraz jeźdźców. W lustrze umieszczono scenę rozgrywającą się we wnętrzu, być może w karczmie. Przy stole siedzą naprzeciw siebie dwie osoby: na pierwszym planie mężczyzna w modnym stroju i swobodnej pozie, w głębi kobieta z mieszkiem w dłoni; pomiędzy nimi na stole leżą rozrzucone monety. Całości dopełnia wierszowana sentencja wyryta we wrębie: GROSSEN HERREN VND IVNGEN FRAVWEN MAGK MANN ZWAR DIENEN ABER DOCH WEINIG TRAVWEN (wielkim panom i młodym kobietom można wprawdzie służyć, ale nie ufać). Jest to cytat z bardzo popularnego w 1. połowie XVII wieku utworu pt. Froschmeuseler, napisanego przez Georga Rollenhagena w 1595 roku. Epos ten szybko zyskał w protestanckim społeczeństwie rangę moralizatorskiego dzieła dla młodzieży. Jeśli połączyć to z faktem, że na kołnierzu talerzyka wyryto także herb, należący do gdańskiej rodziny Bobertt, być może mamy tu do czynienia z „prezentem z morałem”, jaki otrzymał od ojca wchodzący w dorosłość syn.

fot. Talerzyk, Gdańsk, Jeremias St. Felske, 1. połowa XVII wieku, cyna odlewana, rytowana, śr. 21 cm, nr inw. MNG/SD/18/Mt

2 kwietnia 2020

O swoim ulubionym dziele w zbiorach MNG opowiada Beata Sztyber, kustosz w Pracowni Tkanin i Haftów w Oddziale Sztuki Dawnej.

W zbiorach Muzeum można znaleźć rośliny, które liczą dziesiątki, a nawet setki lat i pozostaną wiecznie piękne i świeże Powstawały z cennej, jedwabnej materii, a blasku dodawały im srebrne i złociste nitki. Tak rodziły się w klasztornych murach haftowane rośliny na kościelnych tekstyliach, aby ozdobić wnętrza świątyń.

W roku 1983 do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku została zakupiona haftowana, XVIII-wieczna tkanina, której powstanie wiąże się klasztorem benedyktynek w Żarnowcu. Mniszki słynęły m.in. z wykonywanych haftów. Skrót KZ AD 1721 oznacza: Konstancja Zapendowska Anno Domini 1721. Kim była Konstancja? W latach 1719-1736 dowodziła konwentem żarnowieckim, jako jego ksieni. Archiwalia potwierdzają jej wyjątkową troskę o godne i piękne wyposażenie kościoła i klasztoru.

Na antependium z 1721 roku, pysznią się haftowane kwiatowe główki na dorodnych łodygach. Są tam m.in. błękitne irysy i biało-różowe róże. Centralne miejsce zajmuje wyniosła, pochodząca z Azji Mniejszej szachownica cesarska [Fritillaria imperialis]. Ta wiosenna bylina, o wyjątkowej urodzie i specyficznej formie kwiatów, często była rozpoznawana jako lilia. Botanicznie pomyłka nie jest dramatycznej natury, ponieważ szachownica należy do roślin cebulowych z rodziny liliowatych. Ma pomarańczowe kwiaty, skierowane w dół i na szczycie wysokiej łodygi tworzy wianek-koronę. Stanowi centrum kompozycji, która w zamyśle zapewne miała być „wiecznym bukietem kwiatów” zdobiącym ołtarz. Z liturgicznego kompletu w Żarnowcu zachował się także ornat nr 17, z identyczną szachownicą.

Skąd zakonnice mogły znać ten kwiat? Na wirydarz klasztorny nie nadawał się. Bylina ma niemiłą „przypadłość”. Kwiaty potwornie śmierdzą! Bardziej prawdopodobne, że mniszki znały ją jedynie z nieznanych rysunków lub rycin. Hafciarki potraktowały tę trującą roślinę jak szlachetną lilię, jednak doskonałość haftu benedyktynek rekompensuje te drobne, botaniczne niedoskonałości szachownicy cesarskiej z żarnowieckiego antependium.

1 kwietnia 2020

Posłuchajcie opowieści Alicji Andrzejewskiej-Zając, zastępcy kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej, o rycinie „Cztery czarownice” Albrechta Dürera.

"Cztery czarownice" Albrechta Dürera

Posłuchajcie opowieści Alicji Andrzejewskiej-Zając, zastępcy kuratora w Oddziale Sztuki Dawnej, o rycinie "Cztery czarownice" Albrechta Dürera 🖼

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Wtorek, 31 marca 2020

ZBIORY MNG – Kolekcje sztuki nowoczesnej

10 maja 2020

Joanna Szymula-Grygiel z Oddziału Sztuki Nowoczesnej przedstawia pracę Edwarda Sitka „Posada”.

Posada jest dziełem autorstwa Edwarda Sitka (1940–2002), gdańskiego rzeźbiarza, profesora Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Był on artystą wszechstronnym, co wielokrotnie podkreślają opinie krytyków. Tworzył dzieła bardzo różnorodne: od realistycznych po abstrakcyjne, posługując się wieloma różnymi materiałami i technikami oraz operując różną skalą: od form kameralnych po pomniki i założenia przestrzenne.

Posada, niekiedy podpisywana w katalogach jako Kariera, jest przykładem specyficznego reliefu. Do drewnianej płyty stanowiącej tło i zarazem obramienie została przytwierdzona płyta żeliwna z zaakcentowaną sceną przedstawienia. Główny motyw stanowi umieszczone na podium dużych rozmiarów krzesło w ujęciu pełnoplastycznym, przed którym stoi maleńka postać ludzka. Na wywyższenie prowadzą monumentalne w skali człowieka schody. Wspinaczka po tych gigantycznych stopniach musiała być dla „człowieczka” nie lada wyzwaniem. Nagrodą jest zaś tytułowa posada, symbolizowana przez masywne krzesło.

Warto wspomnieć, że relief zajmował szczególne miejsce w twórczości artysty, przy czym formę tę traktował w sposób nowatorski. Nie jest to już jedynie płaskorzeźba w jednym tworzywie rzeźbiarskim, choć i takie tworzył, lecz dzieło, który wymyka się jasno sprecyzowanym określeniom gatunkowym. Nie dziwi więc, że wystawa z 1994 roku prezentująca reliefy Edwarda Sitka została zatytułowana Obrazy rzeźbiarskie, artysta łączył bowiem techniki i materiały, operował kolorem w sposób właściwy malarstwu, tworząc nowe znaczenie pojęcia „relief”.

Technika mieszana w tych pracach przywodzi na myśl niektóre asamblaże Picassa, Duchampa czy Ernsta.

Praca Posada została nabyta do zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku pod koniec roku 1985 w Galerii BWA w Gdańsku. Była eksponowana na wystawie prezentującej zbiory sztuki współczesnej w Pałacu Opatów w Oliwie z przerwami od 2. połowy lat 80. do roku 2005.

fot. Edward Sitek, panel Posada, 1984, żeliwo, drewno, 60 x 50 cm, MNG/SW/161/Rz

9 maja 2020

Joanna Szymula-Grygiel z Oddziału Sztuki Nowoczesnej przedstawia ceramiczny relief Janiny Karczewskiej-Koniecznej „Ziggurat”.

Ceramiczne dzieło Janiny Karczewskiej-Koniecznej Ziggurat to rozbudowana kompozycja reliefowa w formie kwadratu, której poszczególne, spiętrzone w partii środkowej warstwy, przypominają tytułową budowlę.

Prostokątne moduły niczym profilowane cegły układane w pasach tworzą symboliczny obraz kolejnych pięter świątynnej wieży z czasów starożytnej Mezopotamii. Zwielokrotniony motyw ludzkiej twarzy, ujętej w różnych kadrach, szczelnie pokrywa przestrzeń płaskorzeźby, szczególnie zagęszczony i nawarstwiony w jej centrum. Twarze o przymkniętych powiekach są pogrążone we śnie, a może raczej w modlitewnej kontemplacji. Stonowana kolorystyka pastelowych szarości, brązów z pobłyskami fioletu wprowadza w nastrój wyciszenia, skupienia i melancholii. Szkliwiona powierzchnia reliefu miejscami odsłania fakturę wypalonej, lecz nieoblanej szkliwem gliny, zupełnie jak w strukturze starożytnego zigguratu, zbudowanego z cegły suszonej, a obłożonego cegłą wypalaną i glazurowaną.

Artystka jest laureatką wielu prestiżowych nagród. Szczęśliwe były dla niej zwłaszcza konkursy w Vallauris we Francji, miasteczku słynnym z ceramiki i… Pabla Picassa. W roku 1968 uzyskała tam Wielki Dyplom Honorowy, a w 1970 roku na II Biennale Ceramiki Artystycznej przyznano jej I nagrodę „L’Association Francaise d’Action Artistique”.

Ziggurat został doceniony na V Biennale w Vallauris (nagroda specjalna Prix Special de l’Architecture), a artystka otrzymała jako laur ceramikę autorstwa Pabla Picassa.

Wraz z mężem Stanisławem Koniecznym byli członkami Grupy Kadyńskiej, a także uczestnikami Międzynarodowych Triennale Ceramiki w Sopocie i Gdańsku. Janina Karczewska-Konieczna zajmuje się malarstwem, grafiką, ceramiką oraz rzeźbą. Tworzy prace o tematyce inspirowanej tworami natury, a także zgłębiającej problemy ludzkiej egzystencji. Od lat 80. chętnie podejmuje tematykę sakralną. Wykonała wiele realizacji rzeźbiarskiego wystroju świątyń, a na szczególną uwagę zasługuje ceramiczna dekoracja oraz monumentalne brązowe drzwi kościoła Werbistów w Puri w Indiach.

fot. Janina Karczewska-Konieczna, Ziggurat, 1975, glina, szkliwo barwne, 95 x 93 x 20 cm, MNG/SW/206/C. W zbiorach MNG od 1976 roku.

8 maja 2020

Magdalena Olszewska z Oddziału Sztuki Nowoczesnej przedstawia dzieło Anny Wójcik „Bajka”.

Współczesna tkanina artystyczna jest spadkobierczynią tkaniny użytkowej ozdabiającej przestrzenie mieszkalne, łączącej funkcje użytkowe i dekoratywne. Zdobiła staropolskie pałace i dwory szlacheckie – wieszano wschodnie kobierce i makaty, tkane tapiserie, malowane kołtryny lub piękne wyroby artystyczne manufaktur miejscowych.

Do tradycji tej nawiązali adepci PWSSP skupieni od 1949 r. wokół Józefy Wnukowej w pracowni tkaniny dekoracyjnej. Koloryzm Szkoły Sopockiej przejawił się również w unikatowej tkaninie barwionej powierzchniowo. Inspirowane staropolską kołtryną ogromne tkaniny – malowane ręcznie lub drukowane za pomocą klocków drzeworytniczych, ozdabiano powtarzającymi się wielokrotnie niewielkimi stylizowanymi motywami (tzw. tkaniny raportowe). Powstawały często na zamówienie do wnętrz zabytkowych (pałac w Gołuchowie, zamek w Książu Wielkim). Należąca do zespołu Anna Wójcik (1924–2005) tworzyła tkaniny-baśnie, tkaniny-opowieści zmuszające do pasjonującej wędrówki po bogactwie drobnych przedstawień. Monumentalna malowana na połyskliwym atłasie „Bajka”, inspirowana francuskimi tapiseriami, o pięknej gamie barwnej – od ciepłego różu tła poprzez dyskretne beże, brązy, zielenie, aż po akcenty ciepłej czerwieni – sprawia wyjątkowe wrażenie, a dzięki przedstawieniom stylizowanych ptaków w klatkach czy drzewek kwiatowych w donicach tworzy fantastyczno-baśniową przestrzeń magicznego ogrodu. Powtarzające się motywy nawiązują do rozwiązań tkaniny raportowej. Jednakże występujące w centrum kompozycji trzy akty kobiece wprowadzają dyskretne zaburzenie rytmu czystej dekoratywności, kreując tajemniczy klimat symbolizmu i surrealizmu XIX i XX wieku.

fot. Anna Wójcik, Bajka, 1966 r., tkanina unikatowa, atłas biały drukowany i malowany, 300 x 280 cm (fragment), na dole odwrocia tkaniny oryginalna wszywka z personaliami autorki oraz tytułem, rokiem powstania i wymiarami tkaniny. Zakup od artystki w 1967 r. MNG/SW/11/T

6 maja 2020

Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej, przedstawia obraz Pawła Dunala „Drzwi bez imienia”.

W swojej twórczości Paweł Dunal jest sceptykiem obserwującym i komentującym tworzoną przez nas samych rzeczywistość. Przyjął rolę komentatora ciągle odradzającej się historii „ludzkiego szaleństwa”. Wpisuje się w tym samym w tradycję sztuki posługującej się językiem groteski, tak charakterystycznym dla momentów przełomów i przewartościowań. Obraz „Drzwi bez imienia” powstał w czasie protestów pod sejmem w lipcu 2017 roku, kiedy można było mieć obawy, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Stąd praca ta nawiązuje do słynnego już zdjęcia z Wydarzeń Grudniowych ‘70, na którym widzimy ciało zastrzelonego Zbyszka Godlewskiego niesionego na drzwiach przez demonstrantów ulicami Gdyni.

Paweł Dunal urodził się w 1978 roku w Giżycku. Zajmuje się malarstwem. W roku 2008 uzyskał dyplom na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (pracownia prof. Jarosława Modzelewskiego). Aneks do dyplomu wykonał w Pracowni Technologii i Technik Malarstwa Ściennego. W roku 2009 był finalistą 9. Konkursu im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, a w latach 2013 i 2019 – 41. i 44. Biennale Malarstwa „Bielska Jesień”.

fot. Paweł Dunal, Drzwi bez imienia, 2017, olej na płótnie, 125 × 130 cm, fot. © Archiwum MNG

3 maja 2020

Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, przedstawia obraz Aleksandra Gierymskiego „Grobowiec Scaligerich w Weronie”.

Aleksander Gierymski (1849–1901) to jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych polskich malarzy XIX wieku, który własnymi drogami dochodził do nowatorskich rozwiązań w sztuce. Realista, który eksperymentuje ze światłem i jednocześnie odchodzi od prymatu treści narodowych nad formą.

Obraz „Grobowiec Scaligerich w Weronie” pochodzi z okresu, kiedy artysta wiódł życie między Rzymem a Paryżem. Gierymski, który na własną rękę odkrywał impresjonistyczny sposób oglądu świata, pod koniec życia trawiony chorobą psychiczną, wykonał w Weronie kilka niewielkich i pięknych studiów pejzażowych tego miasta. Chciał połączyć w nich wierność przedmiotowemu światu z malarskim poszukiwaniem światła zamkniętego w plamie barwnej, czego ten obraz jest znakomitym przykładem.

fot. Aleksander Gierymski, Grobowiec Scaligerich w Weronie, ok. 1900, olej na płótnie, 52 x 55 cm, MNG/SD/1/M

2 maja 2020

Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, prezentuje obraz Władysława Ślewińskiego „Morze”.

Obraz powstał w małym bretońskim porcie Doëlan, gdzie Ślewiński mieszkał od 1912 roku. Artysta (1854–1918) był jedynym Polakiem związanym ze szkołą Pont-Aven i z Paulem Gauguinem. Żaden z polskich artystów tak twórczo i tak konsekwentnie nie akcentował bezpośredniej inspiracji malarstwem Gauguina, z jego charakterystyczną tendencją do syntetyzowania kształtów, aby w sposób najprostszy podkreślić ich symboliczne znaczenia.

Ślewiński po raz pierwszy zobaczył morze w Bretanii i odtąd stało się ono jego ulubionym motywem malarskim – stworzył ponad 70 widoków morskich. Ten obraz to jeden z nielicznych, na którym artysta umieścił zagubione w bezkresie cztery żaglówki. Malowany płaskimi plamami, o subtelnej kolorystyce, z lekkim konturem, prawie bez modelunku, jest przykładem przeniesienia na polski grunt francuskiego syntetyzmu szkoły z Pont-Aven.

fot. Władysław Ślewiński, Morze, 1915, olej na płótnie, 75 x 105 cm, MNG/SD/5/M

1 maja 2020

„Portret pani Solskiej” to jeden z najbardziej znanych obrazów Stanisława Wyspiańskiego. Opowiada o nim kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, Małgorzata Paszylka-Glaza.

Stanisław Wyspiański (1869–1907) był artystą wszechstronnym: dramaturgiem, poetą, rysownikiem, malarzem, typografem, twórcą projektów witraży i polichromii, projektantem mebli. We wszystkim zachował własny styl, tworząc znakomite dzieła, w których skupiały się ideowe założenia i trendy formalne sztuki przełomu XIX i XX wieku. Należał do ulubionych uczniów Jana Matejki.

Wizerunek Ireny Solskiej, wykonany pastelem, dynamiczną, melodyjną linią, zdaje się być kwintesencją osobowości znakomitej polskiej aktorki i reżyserki, żony Ludwika Solskiego. To właśnie Solska w 1901 roku zagrała nastrojową i egzaltowaną Rachelę w Weselu Wyspiańskiego we lwowskiej inscenizacji dramatu. Postać Solskiej pochylonej nad robótką, z jej rudymi, upiętymi włosami i wijącymi się w nieładzie puklami, stał się wykładnikiem malarskiej kreski artysty, nerwowej, fascynująco secesyjnej i ekspresyjnej.

fot. Stanisław Wyspiański, Portret pani Solskiej, 1904, pastel na tekturze, 64 x 48 cm, MNG/SD/22/M

30 kwietnia 2020

Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, prezentuje obraz Piotra Michałowskiego „Studium wiejskiego chłopca”.

Piotr Michałowski (1800–1855) to właściwie jedyny polski malarz romantyczny. Brak akademickiego wykształcenia artystycznego rekompensowały jego wyjątkowy talent, wrażliwość, upór i pracowitość. Był twórcą znakomitych portretów i scen batalistycznych. Późno, bo w wieku 32 lat podjął decyzję o pełnym poświęceniu się sztuce, a wpłynął na to pobyt malarza w Paryżu, podczas którego zdał sobie sprawę ze skali własnego talentu i możliwości artystycznych.

Gdy Michałowski po śmierci ojca w roku 1837 objął majątek Krzysztoforzyce pod Krakowem, na jego obrazach pojawiły się twarze galicyjskich wieśniaków. Operując śmiałą kreską, żywym kolorem oraz kontrastowym światłocieniem, malował portrety charakteryzujące się swoistym psychologizmem postaci. Widać w nich inspirację malarstwem Velázqueza i van Dycka. Zderzenie wysmakowanej kolorystycznie kompozycji z prostą i nieskomplikowaną fizjonomią modela – chłopca o pucułowatej, ogorzałej twarzy, grubych, mięsistych wargach i wydatnym, szerokim nosie – stwarza nową, interesującą jakość artystyczną.

fot. Piotr Michałowski, Studium wiejskiego chłopca, po 1838, olej na płótnie, 63 x 50 cm, MNG/SD/420/M

29 kwietnia 2020

Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, przedstawia obraz Józefa Pankiewicza, „Cyprysy”.

Płótna Józefa Pankiewicza (1866–1940) cechują się mądrym, wypracowanym kolorytem, ładem i subtelnością kompozycji, a przede wszystkim niezwykłą erudycją malarską „Wrażeniowe” malarstwo, któremu oddał hołd po powrocie z Paryża, gdzie w 1889 roku wraz ze swoim przyjacielem Władysławem Podkowińskim zachłysnęli się impresjonizmem w wydaniu Claude`a Moneta, z czasem zaczęło nużyć artystę o chłodnym, analitycznym temperamencie. Kolor jednak zawsze pozostawał najważniejszym elementem jego malarstwa. Jako znawca sztuki europejskiej Pankiewicz umiał czerpać z niej to, co najlepsze – w jego twórczości widoczne są wpływy Cézanne`a, Renoira i Bonnarda. Obraz Cyprysy powstał, kiedy Pankiewicz dużo czasu spędzał na południu Francji. Malarz zgrupował w obrazie elementy światła, wypracowując barwę, podbijając jej nasycenie i intensywność. Jego płótna wyróżniają się wielką kulturą malarską.

fot. Józef Pankiewicz, Cyprysy, 1909, olej na płótnie, 57 x 51 cm, MNG/SD/466/M

28 kwietnia 2020

Obraz Jana Matejki „Śmierć Leszka Białego” opisuje Małgorzata Paszylka-Glaza z Oddziału Sztuki Nowoczesnej.

Jan Matejko (1838–1893) stworzył swoistą historiozofię Polski, gdzie historyczna prawda przeplata się z mitem i gloryfikacją narodu. Sztuka i ojczyzna stanowiły dla artysty wartości nadrzędne, dlatego w malarstwie odwoływał się do świadomości narodowej. Obraz przedstawia moment zabójstwa Leszka Białego (1184/85–1227), księcia krakowskiego, mazowieckiego i kujawskiego, syna Kazimierza Sprawiedliwego, podczas wiecu książąt w Gąsawie w 1227 roku. Leszek Biały, zaatakowany w łaźni przez siepaczy księcia gdańskiego Świętopełka, próbował uciec zabójcom. Nago dosiadł konia i ruszył w kierunku wsi Marcinkowo, ci jednak go dopadli i zamordowali, przeszywając włócznią. Ten właśnie moment uwiecznił na obrazie Jan Matejko. Dzieło udowadnia, że malarz był mistrzem w ukazywaniu ruchu – ugodzony włócznią książę ekspresyjnie wygina w bólu nagie ciało, a jakby na podkreślenie okrucieństwa tej zbrodni na horyzoncie wschodzi krwawe słońce. Dynamiczny, niewielkich rozmiarów obraz zadziwia intensywnością barw, dowodzi perfekcyjnego operowania przez artystę kompozycją i kolorem.

fot. Jan Matejko, Śmierć Leszka Białego, 1880, olej na desce, 30 x 66 cm, MNG/Sg/16/M

27 kwietnia 2020

Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej, przedstawia obraz Jacka Malczewskiego „Autoportret. Muzyka pól”.

Obraz Jacka Malczewskiego (1854–1929) – symbolisty, neoromantyka i wizjonera, charakterystycznej postaci przełomu wieków – jest jednym z jego licznych wizerunków na tle pejzażu. Pokazanie malarza w zbroi oraz zastosowanie symetrycznego układu kompozycji, z postaciami chłopców po bokach artysty, heroizuje jego postać. Malczewski stworzył właściwą sobie ikonografię, swobodnie czerpiąc zarówno z rodzimej tradycji, jak i ze spuścizny kultury śródziemnomorskiej, co jest widoczne w obrazie – w tle rozległego swojskiego pejzażu widać kobietę dosiadającą mitycznego, skrzydlatego konia. Świerszcz w dłoniach malarza jest symbolem nieśmiertelności – nieśmiertelności jego sztuki, tym samym chwały artysty. Fenomen Malczewskiego polega na zestawianiu symbolicznej treści z realistyczną formą charakteryzującą się plastycznym, rzeźbiarskim modelunkiem postaci, opanowanym rysunkiem, łączącymi się z oryginalnym, czasem zaskakującym kolorytem.

fot. Jacek Malczewski, Autoportret. Muzyka pól, 1907, olej na płótnie, 59 x 129 cm, MNG/SD/705/ M

25 kwietnia 2020

Małgorzata Abramowicz przedstawia projekt kostiumu Jerzego Krechowicza „Pan Twardowski Stary” ze zbiorów Działu Teatralnego MNG.

Wśród licznych projektów scenograficznych w zbiorach Działu Teatralnego Muzeum Narodowego w Gdańsku znajduje się seria 45 projektów kostiumów collagowych Jerzego Krechowicza do baletu „Pan Twardowski” Ludomira Różyckiego. To rzadkie prace, gdyż artysta nie często pracował dla teatru, zaś balet ten to jego debiut w teatrze zawodowym. Do współpracy namówiła Krechowicza znakomita choreografka Janina Jarzynówna-Sobczak, twórczyni baletu i szkoły baletowej w powojennym Gdańsku. W 1965 roku postanowiła opracować balet Pan Twardowski i zamarzyła, aby scenografię przygotował artysta wybitny, malarz, grafik, twórca niezwykłego teatr plastycznego Galeria, w którym zrealizował już kilka spektakli: Kolonię karną (1961), Pies czyli brak psa (1963), Termitiera (1964).

Janina Jarzynówna-Sobczak rozpoczęła pracę nad baletem z zespołem Państwowej Operze Bałtyckiej w Gdańsku, a Krechowicz miał przygotować dekoracje i kostiumy dla tancerzy. Początkowo muzyka Różyckiego „odstraszyła” artystę, Jarzynówna zaproponowała jednak rozwiązanie, które wprawdzie burzyło jej dotychczasowy sposób pracy (to muzyka ją prowadziła), ale, jak się później okazało, pozwoliło stworzyć spektakl niezwykły, choć kontrowersyjny. Balet o Twardowskim przygotowywała po raz drugi, po jedenastu latach jej wizja polskiego czarnoksiężnika zmieniła się – nowy Twardowski miał być astronomem, badaczem wszechświata. Taka interpretacja burzyła tradycyjny sposób wystawiania utworu. Choreografka dokonała skrótów w muzyce Różyckiego i zaprosiła do współpracy Janusza Hajduna (później laureata Oskara ze Zbigniewem Rybczyńskim). Zastosowała następujący schemat: kiedy akcja baletu rozgrywała się w realnym świecie, wydarzeniom towarzyszyła muzyka Różyckiego, gdy zaś przenosiła się w sferę mistyki, rozlegała się muzyka elektroniczna Hajduna. Zmiana ta przekonała Krechowicza do podjęcia do współpracy.

Powstał spektakl ukazujący legendę o Twardowskim w nowym, współczesnym wymiarze. I choć, jak napisał Jerzy Waldorff, „stare ciotki drą biustonosze, obwieszczając profanację narodowej świętości”, to balet Pan Twardowski z Opery Bałtyckiej przeszedł do historii polskiego teatru jako spotkanie dwojga artystów niepokornych, twórczych i odważnych. Krechowicz nie stworzył grzecznej bajeczki rozgrywającej się w zrekonstruowanym Krakowie, nie miał zamiaru ubierać tancerzy w kopie strojów z epoki. Jego Kraków został zredukowany do szkicowych kamienic ułożonych z geometrycznych brył, przestrzeń Twardowskiego – naukowca określały matematyczne symbole i ugwieżdżone niebo, a tło dla tancerzy stanowił horyzont złożony z nieregularnie pozszywanych tkanin i siatek. Nie było w tym przedstawieniu jednoznaczności, nie było osadzenia w konkretnej rzeczywistości. Kostiumy odwołują się do strojów historycznych, ale w sposób bardzo odległy. Krechowicz, poszukując nowoczesnej formy, wprowadził asymetrię, konstrukcję kolażową: naszywał na siebie różne fakturowo i kolorystycznie kawałki materiałów, ozdabiał je koronkami, falbanami, wykańczał asymetrycznymi rękawami i nogawkami. Kostiumy deformowały sylwetki tancerzy, odrealniały je. Te dziwne postaci zapełniały uniwersalny świat, tworzyły jakby kosmiczną opowieść. W ocenie reżyserki i choreografki Krechowicz „zrobił scenografię najciekawszą, najpiękniejszą ze wszystkich, jakie widziałam. A widziałam wiele realizacji”.

Projekt kostiumu Pan Twardowski Stary.
Rolę tę tańczyli Zygmunt Jasman lub Tadeusz Zlamal.
balet „Pan Twardowski”: Ludomir Różycki, Jerzy Hajdun
reżyseria, choreografia: Janina Jarzynówna-Sobczak, Zygmunt Kamiński scenografia: Jerzy Krechowicz, Opera i Filharmonia Bałtycka, Gdańsk premiera: 28 maja 1965 r.

24 kwietnia 2020

O obrazie Wojciecha Weissa „Plaża w Jastrzębiej Górze” opowiada Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej.

Wojciech Weiss (1875–1950) znany jest przede wszystkim z kompozycji symbolicznych, portretów, aktów, pejzaży i martwych natur. W swoim dorobku ma także wiele prac (mniej znanych), które możemy nazwać marynistycznymi. Po raz pierwszy morze uczynił tematem swoich obrazów, gdy w 1900 roku przebywał w Tréport w Bretanii, w latach późniejszych – na Lazurowym Wybrzeżu. Zresztą w owym czasie wielu polskich malarzy ukazywało morza Francji i Włoch, co się wiązało z kierunkiem ich artystycznych podróży. Jednakże dopiero z odzyskaniem przez Polskę niepodległości można mówić o niebywałym zainteresowaniu naszych artystów morzem – polskim morzem. Od połowy lat 20. XX wieku polskie wybrzeże zaczęło przyciągać rzesze twórców, którzy coraz częściej spędzali miesiące letnie w letniskowych willach wybudowanych nad Bałtykiem. Morze, podobnie jak Tatry, w drugiej połowie XIX wieku stało się niezwykle modne. Po raz pierwszy do Jastrzębiej Góry Wojciech Weiss przyjechał z rodziną w 1935 roku, był jeszcze trzykrotnie nad Bałtykiem. Plonem tych pobytów były szkice rysunkowe i obrazy olejne ukazujące pejzaże morskie przesycone niezwykłym światłem i kolorem. Zachowały się również prace jego żony Ireny (Aneri) malowane w tych samych plenerach. Wojna przerwała ten okres beztroskich letnich miesięcy spędzanych nad morzem, nad które artysta już nigdy nie powrócił.

fot. Wojciech Weiss, Plaża w Jastrzębiej Górze, 1938, olej na płótnie, 33 x 46,5 cm, MNG/SW/1065/MR

22 kwietnia 2020

Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej, przedstawia obraz Piotra Potworowskiego „Wisła w Kazimierzu”.

Obraz „Wisła w Kazimierzu” jest rezultatem drogi twórczej, którą Piotr Potworowski przeszedł od koloryzmu ku granicy abstrakcji, dając tym samym impuls dla zmian i ewolucji malarstwa kolorystycznego. Jego malarstwo nawiązywało do idei wycinkowego ujęcia krajobrazu – powrót do natury następował po zburzeniu starych malarskich struktur. Ewentualne przedmiotowe odczytanie kompozycji mogło się już dokonać tylko dzięki tytułowi.

Piotr Potworowski (1898−1962), malarz, rzeźbiarz, scenograf. Studia malarskie rozpoczął w 1921 roku w warszawskiej szkole Konrada Krzyżanowskiego. Od roku 1922 studiował w krakowskiej ASP u Józefa Pankiewicza. Dwa lata później wraz z grupą kapistów wyjechał do Paryża. W 1925 roku uczęszczał do pracowni Fernanda Légera. Po powrocie do kraju zamieszkał w Rudkach, a później w Grębaninie w Wielkopolsce. W czasie okupacji znalazł się w Wielkiej Brytanii. W roku 1949 został wykładowcą w Bath Academy of Art w Corsham, w 1954 członkiem London Group, a w 1956 otrzymał godność członka Royal West of England Academy. Do Polski powrócił w 1958 roku i objął stanowisko profesora w poznańskiej oraz gdańskiej PWSSP, w której prowadził pracownię na Wydziale Malarstwa. Jego powrót do kraju był niezwykle ważny szczególnie dla naszego środowiska malarzy – po okresie socrealizmu malarstwo abstrakcyjne było niezwykle oczyszczające, wyznaczało kierunek, którym podążyło wielu twórców.

fot. Piotr Potworowski, Wisła w Kazimierzu (część dyptyku), 1961, olej na płótnie, 96,7 x 129,3 cm, MNG/SW/512/MR

18 kwietnia 2020

O dziele „Czaszka” gdańskiej artystki, Anny Wypych, opowiada Wojciech Zmorzyński z Oddziału Sztuki Nowoczesnej.

Wiele prac z kolekcji muzealnej nabiera nowego znaczenia, stare treści zostają przywrócone, jeżeli jeszcze niedawno zwracaliśmy uwagę głównie na wartości estetyczne tych kompozycji.

Świadczy to niewątpliwie o pełnej uniwersalności tych prac. Vanitas vanitatum et omnia vanitas – Marność nad marnościami i wszystko marność, powtarzając za Księgą Koheleta Starego Testamentu, zawierającą rozważania nad sensem ludzkiego życia. Prezentowana praca pochodzi z kolekcji stworzonej w Muzeum dzięki współpracy z Basilem Alkazzim, niezwykłym malarzem i mecenasem sztuki, dzięki którego wsparciu mogliśmy zakupić do zbiorów Muzeum ponad 160 prac młodych artystów.

Urodzona w 1986 r. w Gdańsku Anna Wypych ukończyła gdańską Akademię Sztuk Pięknych. Podczas studiów otrzymała osiem nagród artystycznych i grantów. Dyplom uzyskała w 2011 r. w pracowni prof. Macieja Świeszewskiego. W 2010 r. zdobyła Grand Prix konkursu artystycznego „Artystyczna Podróż Hestii”, a w 2012 r. została uhonorowana „Pomorską Nadzieją Artystyczną”. W 2005 r. prestiżowe amerykańskie stowarzyszenie The Art Renewal Center odznaczyło ją najwyższym tytułem The ARC Living Master. W 2017 r. przeszła pierwszy etap jednego z najbardziej cenionych konkursów związanych z malarstwem hiperrealistycznym „9th Figurativas Painting & Sculpture Competition” organizowanym przez Fundació de les Arts i els Artistes w Hiszpanii.

17 kwietnia 2020

Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej, przedstawia pracę Mariana Mokwy „Statek w doku”.

Marian Mokwa − malarz, podróżnik, działacz społeczny, należy do najpopularniejszych artystów na Wybrzeżu i najlepszych polskich marynistów. Jego malarstwo wciąż zaskakuje siłą talentu, jak i różnorodnością podejmowanych tematów. Pozostawił po sobie ogromny dorobek szacowany na około 9 tysięcy obrazów olejnych i akwarel. Dla mnie niezwykle zaskakujący jest fakt, iż wciąż odkrywamy nowe obrazy tego malarza – tak jak w ubiegłym roku prace pochodzące z kolekcji sopockiego Grand Hotelu, które wystawione były na sprzedaż przez warszawski dom aukcyjny. Siedem prac zostało zakupionych do zbiorów Muzeum.

Urodzony w Malarach w pobliżu Wiela na Kaszubach Mokwa bardzo wcześnie określił charakter i kierunek swojego malarstwa. Zadziwia konsekwencja raz obranej drogi, wierność młodzieńczym ślubom złożonym podczas pobytu w Turcji na początku XX wieku − poświęcającym przyszłą twórczość polskiemu morzu. Jego nazwisko kojarzy się nieodzownie z marynistyką, choć w jego dorobku znalazły się także pejzaże kaszubskie, orientalne, weduty, kwiaty, batalistyka. W roku 1934 artysta otworzył w Gdyni galerię malarstwa marynistycznego. Galeria Morska była ukoronowaniem działań Mokwy mających na celu upowszechnienie sztuki marynistycznej. W Galerii prezentował cykl obrazów historycznych Apoteoza Polski Morskiej składający się z 44 obrazów dużego formatu, poświęcony morskiej historii Polski od okresu wczesnego średniowiecza, po czasy artyście współczesne, a także inne prace głównie o tematyce marynistycznej.

Galeria stała się żywym miejscem wystawienniczym młodego miasta. Dla malarza cykl obrazów historycznych był największym artystycznym wyzwaniem. Marynistyka przyniosła Mokwie największe uznanie. W jego bogatej morskiej ikonografii znalazły się obrazy historyczne, w tym bitwy morskie, widoki portów i stoczni, przedstawienia statków, sceny rodzajowe z życia rybaków, a także portrety „ludzi morza” i najbardziej popularne – pejzaże morskie. Lata 50. XX wieku przyniosły również kompozycje przedstawiające pracę w stoczniach i portach utrzymane w realistycznej, wręcz reporterskiej konwencji, czego przykładem jest Statek w doku. Problematyką tą Mokwa był już zainteresowany w okresie międzywojennym, dlatego nie nazywam tych obrazów „socrealistycznymi”.

fot. Marian Mokwa (1889−1987), Statek w doku, około 1956, olej na płycie pilśniowej, 110 x 67,5 cm, nr niw. MNG/SW/591/MR

13 kwietnia 2020

O akwareli Antoniego Suchanka „Po burzy nad starym światem” opowiada Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej.

Jest to jeden z pierwszych obrazów, który trafił do zbiorów MNG po II wojnie światowej. Jest to bardzo osobiste wyznanie artysty i jego obrachunek z wojną. Martwa natura ułożona z rekwizytów odnalezionych na gruzach Warszawy: z dzieł sztuki, przedmiotów kultu religijnego, świadectw kultury okaleczonych i zniszczonych przez wojnę. W tym czasie artysta tworzy także cykl rysunków ruin Warszawy.

Antoni Suchanek (1901–1982) w czasie wojny stracił swój cały dorobek artystyczny zgromadzony w warszawskiej pracowni. Był więźniem Pawiaka i Oświęcimia, dokąd trafił w dramatycznych okolicznościach. W czerwcu 1943 roku w czasie ślubu swej córki Teofili w kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży Niemcy otoczyli świątynię i zatrzymali cały orszak ślubny. Aresztowano dziewięćdziesiąt osób, m.in. parę młodą, kolegów pana młodego z oddziału dyspozycyjnego Komendy Głównej AK „Kosa 30”, a także Antoniego Suchanka. Wszystkich przewieziono na Pawiak. Była to tragiczna i niewyjaśniona historia z okupowanej Warszawy, budząca emocje do dnia dzisiejszego.

Zarówno na Pawiaku, jak i w Oświęcimiu artysta tworzył nadal – zachowały się prace z tego okresu. W KL Auschwitz został umieszczony w bloku 11. Dzięki staraniom kolegów uzyskał przydział do Lagermuseum, mieszczącym się w bloku 24, gdzie pracował jako malarz. Artysta malował dla Niemców prace marynistyczne, kwiaty, portrety. W obozie dowiedział się o śmierci swego syna Antoniego, który zginął w czasie akcji bojowej w Warszawie. Dzięki staraniom rodziny i przyjaciół został z obozu wykupiony. W czasie powstania warszawskiego był dowódcą obrony przeciwpożarowej Instytutu Głuchoniemych przy Placu Trzech Krzyży. Został ranny w lewą rękę przez snajpera i groziła mu amputacja. Od tego czasu artysta umieszczał obok swojej sygnatury swoisty monogram – krzyżyk w kole. Od 1946 roku Suchanek mieszkał i tworzył w Gdyni-Orłowie.

fot. Antoni Suchanek, Po burzy nad starym światem, 1945, akwarela, gwasz, pastel na papierze, 92 x 155 cm, MNG/SW/1/MR

11 kwietnia 2020

Wojciech Zmorzyński, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej, opowiada o obrazie Kiejstuta Bereźnickiego.

Obrazy o tematyce pasyjnej zajmują ważne miejsce w twórczości Kiejstuta Bereźnickiego, a szczególnie zdjęcie z krzyża. Znam trzy wersje tych wydarzeń wielkanocnych. Temat dzieła został przedstawiony w Ewangeliach kanonicznych Nowego Testamentu, a szczegóły dotyczące chwili zdjęcia Chrystusa zostały ukazane w apokryficznej Ewangelii Nikodema oraz w Złotej Legendzie. Malarz znał dzieła swoich wielkich poprzedników − antwerpskie „Zdjęcie z krzyża” Rubensa czy obrazy Rembrandta z Ermitażu i Starej Pinakoteki. Bereźnicki buduje dramaturgię kompozycji zarówno kolorem, jak i światłem – postać Chrystusa wyłania się z mroku, zimne błękity nadają dziełu mistyczny nastrój.

Artysta, który debiutował pod koniec lat pięćdziesiątych bardzo wcześnie określił kierunek swoich malarskich poszukiwań. Po krótkiej fascynacji sztuką abstrakcyjną jego zainteresowania skupiły się na zagadnieniach figuralnych. Już na początku lat sześćdziesiątych w jego malarstwie pojawiają się martwe natury, autoportrety, sceny zbiorowe, mitologiczne i rodzajowe – ta konsekwencja i wierność poszczególnym tematom stanowi niewątpliwie o sile jego malarstwa. Artysta, który zawsze przyznawał się do związków twórczych ze sztuką dawną (zarówno w warstwie ikonograficznej, jak i kompozycyjnej) − przede wszystkim z dziełami siedemnastowiecznych Holendrów i Hiszpanów − jest określany przez krytyków mianem neotradycjonalisty. Ten dialog ze sztuką dawną stanowi z pewnością podstawową cechę malarstwa Bereźnickiego.

fot. Kiejstut Bereźnicki, Zdjęcie z belkowań z pochodniami, 1971, olej, płótno, 220 x 135 cm, MNG/SW/471/MR

10 kwietnia 2020

O dziele „Ecce Homo” Sławoja Ostrowskiego opowiada Joanna Szymula-Grygiel, kustosz w Oddziale Sztuki Nowoczesnej.

Jest wśród zbiorów muzealnych dzieło, które doskonale koresponduje z czasem przeżywanego właśnie Wielkiego Tygodnia, a także z aurą cierpienia, która ostatnio mocniej nas dotyka. To „Ecce Homo” dłuta Sławoja Ostrowskiego, znakomitego rzeźbiarza, wieloletniego pedagoga Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

Przedmiotem jego prac jest postać ludzka – figury, torsy, popiersia, głowy, zawsze doskonale sportretowane. Najczęstszym tworzywem jest drewno, ale również kamień i brąz. Artysta miał swoiste podejście do drewna jako materiału rzeźbiarskiego – poddawał je obróbce na własnych zasadach – można odnosić wrażenie, że ranił je i kaleczył, wydobywając kształt z pnia. Tak formowane bryły mają dużą siłę wyrazu, dodatkowo ekspresję potęguje zastosowanie specyficznej polichromii, co jest częstym zabiegiem w pracach Sławoja Ostrowskiego. Wypracował przy tym osobliwą, własną technikę nakładania koloru poprzez wcierane woskowe kredki czy farby temperowej na gruncie klejowo-kredowym.

„Ecce Homo” przedstawia wyobrażoną w drewnie postać mężczyzny naturalnych rozmiarów, z rozpostartymi ramionami (których artysta nie wykończył), lekko pochyloną głową, ze skrzyżowanymi stopami; przepasanego jedynie białym perizonium. Domyślamy się sceny Ukrzyżowania Chrystusa, jednak przy bardziej wnikliwym spojrzeniu dostrzegamy, że nie ma tu figury krzyża. Sugeruje ją układ ramion i całej sylwetki Chrystusa. Rzeźba ta jest niezwykle sugestywna dzięki minimalizmowi zastosowanych środków, ascetycznemu wręcz ujęciu tematu i ekspresyjnej formie. Udrękę umęczonego ciała Chrystusa uwydatnia symboliczne potraktowanie drewna w sposób gwałtowny: zadawanie ostrych ciosów, podkreślonych czerwoną barwą. Syntetyczny portret podkreślają rozszerzone z bólu źrenice i otwarte usta.

Artysta uznał, że zobrazowanie krzyża nie jest konieczne, wystarczy samo przedstawienie figury Chrystusa, by zobrazować ogrom Jego „golgoty”. Skoncentrował się na przekazaniu prawdy o ludzkiej naturze Jezusa i fizycznym aspekcie Jego cierpienia. Krzyż jako narzędzie męki Pańskiej pozostaje więc „niedopowiedziany”, symboliczny.

Ciekawa pozostaje kwestia interpretacji dzieła w ujęciu ikonograficznym. Tytuł rzeźby odnosi się do znanego w ikonografii chrześcijańskiej przedstawienia ubiczowanego Chrystusa w koronie cierniowej. Pozostając w tematyce pasyjnej, Sławoj Ostrowski w odmienny sposób stawia akcent tego tradycyjnego motywu. „Oto Człowiek” – mówi Piłat w Ewangelii św. Jana, ukazując ludowi Chrystusa po biczowaniu. To moment rozstrzygający, chwila przed skazaniem na mękę. W nowym odzwierciedleniu tego tematu artysta ukazuje Chrystusa w kulminacyjnym momencie męki. Rzymski namiestnik wypowiada słowa inspirujące teologiczne rozważania, ale także dla wielu twórców. Brzmią donośnie do dziś. Temat znany w sztuce od wieków, w dziele gdańskiego rzeźbiarza zyskuje całkowicie inne znaczenie. Możemy uważać, że pogłębione o inne treści.

„Ecce Homo” prezentowane jest w Galerii Polskiej Sztuki Współczesnej w Oddziale Sztuki Nowoczesnej w Pałacu Opatów. Dzieło zostało zakupione w ramach Narodowego Programu Kultury „Znaki czasu” w 2005 roku.

fot. Sławoj Ostrowski (1943–2018), „Ecce Homo”, 2000, drewno polichromowane, 180 x 40 x 30 cm, MNG/SW/211/Rz

ULUBIONE DZIEŁA PRACOWNIKÓW MNG

24 marca 2020

O ulubionych eksponatach znajdujących się w Muzeum Tradycji Szlacheckiej opowiada kurator, Maciej Kraiński.

Po zakończeniu pierwszego etapu rewitalizacji Pałacu Hrabiów Sierakowskich w Waplewie Wielkim, w czerwcu 2015 roku rozpoczął się żmudny proces aranżacji wystawy stałej Muzeum Tradycji Szlacheckiej i wyposażenie jej w eksponaty pozyskiwane z najróżniejszych źródeł. Z magazynów Muzeum Narodowego w Gdańsku przewieziono część obrazów, wśród których kilkanaście pochodziło z rozproszonej, liczącej pierwotnie ponad 460 płócien kolekcji waplewskiej. Część mebli, eksponaty metalowe oraz niewielka część porcelany to także obiekty ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Pozostała część wyposażenia pałacu pochodzi z darowizn, depozytów, wypożyczeń oraz – w niewielkim stopniu – z zakupów. Należy podkreślić, że wśród darczyńców jest Izabella Sierakowska-Tomaszewska, która przekazała do Muzeum Tradycji Szlacheckiej 13 obrazów z kolekcji swojego dziadka – Stanisława Sierakowskiego oraz grafiki, książki, fotografie rodzinne i mnóstwo pamiątek związanych zarówno z Sierakowskimi, jak i Lubomirskimi z Przeworska oraz Potockimi z Krzeszowic.

Wśród darowizn ważne miejsce zajmują meble „wiedeńskie” przekazane do zbiorów muzeum przez rodzinę Wojtkiewiczów. Meble wymagały daleko idących interwencji konserwatorskich, ponieważ znajdowały się w stanie bliskim destrukcji. Po kilkuletnich staraniach udało się pozyskać konieczne fundusze i po miesiącach prac stolarzy i tapicerów meble wróciły do „domu”.

Z wielką radością przedstawiam najciekawsze przykłady mebli wiedeńskich oraz fotografie dokumentujące prace konserwatorskie. Mam nadzieję, że zobaczycie je Państwo już niedługo w Sali Białej pałacu w Waplewie Wielkim.

Ta fotograficzna relacja jest hołdem dla konserwatorów przywracających ciężko doświadczonej kulturze polskiej bezcenne dzieła sztuki.

23 marca 2020

O ulubionym obrazie w Oddziale Zielona Brama opowiada Małgorzata Ruszkowska-Macur, kuratorka oddziału.

Na wystawie „Sztuka w 20-leciu międzywojennym. W kierunku tradycji” prezentowana jest twórczość artystyczna pozostająca poza szeroko rozumianą awangardą, twórczość, która nie była negacją przeszłych dokonań. Ale nawet w tym zakresie, wyróżnić można artystów, dla których źródłem inspiracji stały się kierunki i prądy ostatnich 40 lat oraz tych, którzy odwoływali się do sztuki dawnej, wzorów XVII-wiecznego malarstwa włoskiego czy niderlandzkiego i na pierwszy plan wysuwali perfekcyjny warsztat malarski.

W tę ostatnią grupę znakomicie wpisuje się piękny i okazały obraz Ireny Dybowskiej-Jasińskiej zatytułowany „Odpoczynek tancerzy”, należący do kolekcji Krzysztofa Musiała.

Irena Dybowska urodziła się w 1906 roku w Warszawie. W latach 1924-1930 studiowała w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych pod kierunkiem m.in. M. Kotarbińskiego i W. Skoczylasa. Ilustrowała książki, wykonywała akwafortę z akwatintą, drzeworyt barwny, litografię. Była autorką m.in. alegorycznych portretów kobiecych cyklu Pory dnia. Zginęła podczas bombardowania we wrześniu 1939 roku w Krakowie.

„Odpoczynek tancerzy” namalowany w 1929 roku, to jeden z niewielu obrazów olejnych na płótnie pozostałych po artystce.

Przedstawia on parę tancerzy ogrzewających się przy ustawionym pośrodku palenisku. W mrocznym pomieszczeniu to otwarte górą palenisko jest jedynym i silnym źródła światła. Centrum kompozycji stanowi siedząca na skrzyni, mocno oświetlona postać tancerki, która ubrana w biały kostium baletnicy, pochyla się nad paleniskiem. Tancerz siedzący tyłem, na podłodze, pozostaje w cieniu, widoczny jest tylko jego kontur.

W tym obrazie światło jest najważniejszą wartością, buduje kompozycję, modeluje sylwetki, tworzy nastrój. Odwołanie się artystki do barokowego malarstwa, przede wszystkim do Caravaggia i de La Tour’a jest bezsprzeczne. Dwa terminy ściśle związane z twórczością obu artystów – luminizm, czyli kształtowanie obrazu za pomocą światła oraz tenebryzm, czyli użycie ciemnej tonacji barwnej i stosowania kontrastowego, ostrego światłocienia, wydają się być równie właściwe w odniesieniu do obrazu Ireny Dybowskiej-Jasińskiej „Odpoczynek tancerzy”.

Niestety, artystce nie było dane rozwijać dalej wyjątkowego talentu, zginęła w pierwszym miesiącu wojny mając zaledwie 33 lata.

fot. Irena Jasińska-Dybowska, Odpoczynek tancerzy, 1920, wł. Kolekcja Krzysztofa Musiała

20 marca 2020

O ulubionym przedmiocie ze zbiorów Oddziału Etnografii opowiada Waldemar Elwart, kurator oddziału.

Oto ryńczyk – kij grzechotkowy pasterski. Służył nie tylko w komunikacji człowieka ze zwierzętami – na pastwisku ryńczyki, trąby i rogi pomagały w kierowaniu stadem czy odstraszaniu drapieżników – ale także w celach ochronnych przed złymi mocami czy chorobami.

Większość najważniejszych okresów obrzędowych jest w etnologii i antropologii kulturowej interpretowana jako czas przejścia, w którym, jak niegdyś wierzono, wzrasta zagrożenie ze strony złych mocy, szczególnie aktywnych w takich przestrzeniach, jak lokalne granice, rozstaje dróg, pustkowia, cmentarze, wzgórza, rosłe drzewa, oraz w „przejściowych” porach doby, jak południe czy północ. W tej lokalizacji czasowej i przestrzennej starano się przeciwdziałać niebezpieczeństwu. Od czasów antycznych po nowożytne w całej Europie sądzono, że skutecznym sposobem odpędzania sił demonicznych, obwinianych o wszelkie nieszczęścia i choroby, było czynienie hałasu, robienie rytualnej wrzawy.

W tradycyjnej praktyce muzycznej 🎼 można wyodrębnić muzykę i jej przeciwieństwo – antymuzykę. Antymuzyka, podobnie jak muzyka, miała służyć ludziom, chociaż w innych sposób, była bowiem kierowana do demonów. Antymuzykę wykonywano na antyinstrumentach, będących przeciwieństwem normalnych instrumentów muzycznych, lub też na prostych instrumentach. Do tych pierwszych należały na przykład kaszubskie diabelskie skrzypce, ryńczyk oraz burczybas, wśród drugich należy wymienić trąby i rogi.

Opowieść o ryńczyku, antymuzyce i sygnałach dźwiękowych znajdziecie Państwo na wystawie „Dźwięki pierwotne” w Oddziale Etnografii.

19 marca 2020

O ulubionym dziele ze zbiorów o Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie opowiada Przemysław Rey, kurator oddziału.

Najciekawszym obiektem w Muzeum Hymnu Narodowego jest ten, którego… nie ma. A właściwie jest tylko jego kopia. Oczywiście mowa o rękopisie Pieśni Legionów Polskich we Włoszech. Utwór ten został napisany w Reggio Emilia na początku lipca 1797 roku i od tego czasu rękopis znajdował się w archiwum osobistym autora. Po śmierci Wybickiego, wszystko odziedziczyła jego córka Teresa (dwóch synów zmarło wcześniej bezpotomnie), która wyszła za Floriana Rożnowskiego. Rodzina Rożnowskich uległa stopniowemu zniemczeniu (zmienili nazwisko na von Roznowski), ale przez cały czas kultywowała pamięć polskiego przodka. Ostatnim znanym posiadaczem manuskryptu jest lekarz Johannes von Roznowski. W 1941 roku zdecydował się umieścić całe archiwum w sejfie Reichs Banku – Banku Rzeszy (umożliwił mu to znajomy dyrektor banku pan Bayerhoffer). W 1944 roku Johannes wraz z żoną popełnili samobójstwo, a w lutym 1945 alianci dokonali nalotu na Berlin, w czasie którego został zbombardowany Bank Rzeszy. Jak się okazało bomby nie uszkodziły sejfów, z których ewakuowano rezerwy złota i pieniądze. Nikt się jednak nie zatroszczył o depozyty prywatne. Trafiły one po zdobyciu Berlina w ręce oddziałów Armii Czerwonej. Jednak nie były to zwykłe jednostki ale tzw. Trofiejne, których celem było szukanie łupów wojennych. Wszystko co wpadło w ich ręce, było pakowane i wysyłane do Związku Radzieckiego. Czy taki los spotkał również rękopis Wybickiego? Tego nie wiemy. W latach siedemdziesiątych w poszukiwania zaginionego dokumentu zaangażował się Jan Nowak Jeziorański. Jego blisko trzydziestoletnie działania, w które zaangażował m. in. prezydentów Wałęsę i Kwaśniewskiego nie przyniosły większego skutku. Za każdym razem ze strony rosyjskiej odpowiedź brzmiała „nie mamy…”.

Prezentowane w muzeum faksymile jest kopią faksymile wykonanego pod koniec XIX wieku.

18 marca 2020

O swoich ulubionych obrazach opowiada Małgorzata Paszylka-Glaza, kuratorka Oddziału Sztuki Nowoczesnej oraz Bob-Nosa Uwagboe, artysta, którego prace prezentowane są na wystawie „Transit”.

Małgorzata Paszylka-Glaza: Wybrałam rysunek z cyklu „Targ ludzki w Libii”. To niezwykle dramatyczny cykl rysunków, których bezpośrednią inspiracją był film nakręcony z targu ludźmi, który odbywa się współcześnie i regularnie w Libii. To para młodych małżonków, którzy zostali sprzedani do dwóm różnym właścicielom. To ich ostatnie chwile razem. Ich życie nigdy już nie będzie normalne. Jak opanować ból serca, potworny strach i niewyobrażalne upokorzenie? Jak znieść dramatyczne rozstanie z osobą, którą się kocha i wybrało na towarzysza swojego życia? Jak to możliwe, że we współczesnym świecie, gdzie są możliwe loty w kosmos, życie ludzie nie ma wartości i wciąż odbywa się handel ludźmi? Nie potrafię tego zrozumieć, nie potrafię tego zaakceptować. Ten rysunek to dla mnie kwintesencja tego cyklu. Dwie proste i tak dramatyczne ludzkie postacie, że każde słowa wydają się zbędne. Cisza potrafi krzyczeć i tak jest właśnie z tym rysunkiem.

Bob-Nosa Uwagboe: „Together forever” to wizualna dokumentacja mojego życzenia dla ludzkości. Marzę, aby zobaczyć świat pełen kochających ludzi. To jedyny sposób, w jaki możemy naprawdę istnieć jako ludzie. Miłość powinna być celem wszystkich i MUSIMY być przy sobie w dobrych i złych chwilach.

fot. Bob-Nosa Uwagboe-Together for ever, 2019, acrylic, spray paint

17 marca 2020

O ulubionym obrazie ze zbiorów Oddziału Sztuki Dawnej opowiada dr Magdalena Mielnik, kurator oddziału.

Skupiska ludzkie mogą być nie tylko potencjalną wylęgarnią wirusów, ale też siedliskiem grzechów. Obraz Antona Möllera „Scena w gospodzie” w dosadny sposób przedstawia alegorię pięciu zmysłów. Kobieta pokazująca na deseczce ilość wypitych trunków i patrzący na nią starzec symbolizują wzrok. Pijący i jedzący chłopi reprezentują zmysł smaku. Wymiotujący jegomość i jego towarzyszysz zatykający nos to węch. Skrzypek i mężczyzna nadstawiający ucha pokazują zmysł słuchu. Zmysł dotyku reprezentują chłopi okładający się kurzym udkiem. Deseczka trzymana przez karczmarkę była powszechnym sposobem na zanotowanie, kto ile powinien zapłacić.

Möller przedstawia na obrazie najprawdopodobniej symbolikę grzechów popełnionych przez biesiadników, a pieniądze na środku stołu przypominają, że za wszystko trzeba będzie zapłacić, choć tu akurat nie w życiu doczesnym. Wielu moralistów i kaznodziei uważało, że to fakt postrzegania świata przez zmysły, sprawia, że ludzie są grzeszni i łatwo im przychodzi popełnianie występków. Szczególnie niebezpieczny był wzrok i smak – prowadziły do obżarstwa, pijaństwa i lubieżności. Wszelkie przyjęcia sprzyjały uleganiu zmysłom, a gospoda była miejscem, gdzie grzech wręcz czekał na człowieka. Dlatego też w XVII wieku częste było ukazywanie alegorii pięciu zmysłów właśnie w gospodzie. Uważano zresztą, że jeśli ktoś został w takim miejscu pobity albo okradziony może winić tylko siebie. Dlatego też karczmy otrzymywały wdzięczne nazwy takie jak Piekło , czy Mitręga. Znacznie bezpieczniej dla ducha było zatem zostać w domu! #zostanwdomu

fot. Anton Möller St., Scena w gospodzie, 1600-1611, deska technika olejna

16 marca 2020

O swoim ulubionym obrazie w zbiorach Gdańskiej Galerii Fotografii opowiada Maja Bieńkowska, asystent muzealny w Dziale Fotografii, kuratorka wystaw i fotografka.

W Pracowni Fotografii Gdańskiej znajduje się ponad 5 tysięcy obiektów. Wśród nich odnaleźć można wiele historycznych zdjęć ukazujących piękno Gdańska i Pomorza. Jednak zdjęciem, które zachwyca mnie za każdym razem jest fotografia wykonana przez Bolesławę Zdanowską. Przedstawia widok dość powszechny dla mieszkańców Pomorza, ale wraz z tytułem zyskuje dodatkowy wymiar. Przestaje być zdjęciem wydmy z kępkami traw nadmorskich (które same w sobie stanowi interesującą kompozycję), a staje się garbem wielbłąda wylegującego się na piasku. Bolesława Zdanowska bardzo chętnie i często przechadzała się nad morzem fotografując ludzi, widoki, ale także drobiazgi, które wytrawne oko fotografa potrafi dostrzec i zachwycić się. Tak też musiało być w przypadku „Wielbłądzich Garbów”. Fotografia Zdanowskiej ma dla mnie jeszcze jedną wartość. Pokazuje rolę artysty w kreowaniu odbioru medium fotograficznego za pośrednictwem tytułu oraz odpowiednim ułożeniem elementów w kadrze.

fot. MNG/GGF/191/FG/8 (z VI Biuletynu Gdańskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Fotograficznego). Bolesława Zdanowska, Wielbłądzie Garby, ok. 1950 r., fotografia czarno-biała na papierze barytowym, wys. 12,8 cm, szer. 17,8 cm

ROZMOWY O FOTOGRAFII

 9 kwietnia 2020

Prezentujemy archiwalny wykład prof. Witosława Czerwonki, który opowiada o początkach, krótkim życiu i końcu trwania gdańskich galerii autorskich GN, AUT i sopockiej OUT, realiach wymiany artystycznej w końcu lat 70-tych i posierpniowej euforii, o roli przyjaźni i konieczności samoorganizacji w trudnym czasie stanu wojennego.

Wykład został zrealizowany w 2012 r. przez Gdańską Galerię Fotografii w kontekście wystawy Józefa Robakowskiego „Istota Idei”.

8 kwietnia 2020

Zachęcamy do wysłuchania archiwalnego wykładu prof. Leszka Brogowskiego „Marginesy, minima, media, itp. O politycznym znaczeniu sztuki konceptualnej.”

Wykład został zrealizowany w 2012 r. przez Gdańską Galerię Fotografii w kontekście wystawy Józefa Robakowskiego „Istota Idei”.

JOGA ONLINE

12 maja 2020

Joga online z Anią Piecunko

Wtorek bez jogi to wtorek stracony! 😉 Udanych ćwiczeń! 🧘‍♀

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Piątek, 8 maja 2020

5 maja 2020

Joga online z Anią Piecunko

Wybiła 16:00! 🕓 Zaczynamy jogę z Anią Piecunko! 🧘‍♀

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Czwartek, 30 kwietnia 2020

28 kwietnia 2020

Joga online z Anią Piecunko

Jeśli chcecie poprawić sobie nastrój, zredukować stres i nabrać lepszą odporność organizmu, koniecznie weźcie udział w jodze online z Anią Piecunko! 🧘‍♂

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Czwartek, 23 kwietnia 2020

21 kwietnia 2020

Joga online z Anią Piecunko

Mieliście już okazję uczestniczyć w jodze online z Anią Piecunko? Jeśli nie to zapraszamy do praktyki 🙏🏼

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Środa, 15 kwietnia 2020

14 kwietnia 2020

Joga online z Anią Piecunko

Jak co wtorek o 16:00 spotykamy się na jodze online z Anią Piecunko! Zapraszamy do praktyki 🙏🏼

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Wtorek, 7 kwietnia 2020

7 kwietnia 2020

Joga online z Anią Piecunko

Nadszedł wtorek, czyli czas na jogę online z Anią Piecunko! Zapraszamy do praktyki 🙏🏼

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Wtorek, 31 marca 2020

31 marca 2020

Joga w Etno

Czy Wy też, tak jak my, tęsknicie za wtorkową jogą w Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku? 🧘‍♀ Znaleźliśmy rozwiązanie na ten problem! Zapraszamy na pierwsze zajęcia online z Anią Piecunko! ⤵Dajcie znać, jak Wam się ćwiczyło! Do zobaczenia za tydzień! 🤩

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Wtorek, 31 marca 2020

AUTORZY CZYTAJĄ KSIĄŻKI MNG 

28 marca 2020

Książkę dla dzieci i rodziców „Brzdęk. Jak złapać dźwięk?”, wydaną z okazji wystawy „Dźwięki pierwotne” w Oddziale Etnografii, czyta jeden z autorów – Paweł Sitkiewicz.

Brzdęk. Jak złapać dźwięk?

Książkę dla dzieci i rodziców „Brzdęk. Jak złapać dźwięk?” 📖 wydaną z okazji wystawy „Dźwięki pierwotne” w Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku czyta jeden z autorów – Paweł Sitkiewicz. #MuseumsAndChill

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Czwartek, 26 marca 2020

AKADEMIA SĄDU OSTATECZNEGO

31 marca 2020

Prof. Marcin Kaleciński zaprosił bp. prof. Michała Janochę do rozmowy o statusie obrazów religijnych w tradycji bizantyńskiej i łacińskiej, w tym o specyfice kultu, ikonografii i podstawach teologicznych. Odniesieniem w rozmowie badaczy była książka „A piękno świeci w ciemnościach” – wywiad-rzeka Ewy Kiedo z bp. prof. Janochą oraz wystawa „Zamieszkać z Chrystusem i Marią. Sztuka dewocji osobistej w Niderlandach w l. 1450-1530. Wystawa ze zbiorów polskich”, której autorem i kuratorem był prof. Marcin Kaleciński.

Akademia Sądu Ostatecznego. Spotkanie 7. Dzisiaj gościem prof. Marcina Kalecińskiego będzie bp. prof. Michał Janocha.

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Środa, 13 grudnia 2017

30 marca 2020

Gościem prof. Kalecińskiego był dr Till-Holger Borchert, Dyrektor Muzeów w Brugii, jeden z najważniejszych badaczy twórczości Memlinga. Rozmowa badaczy dotyczyła początków kariery Hansa Memlinga w Brugii i znaczenia wczesnych zamówień dla jego twórczości. Rozmówcy poruszyli kwestię edukacji Memlinga, roli Rogiera van der Weydena w kształtowaniu jego stylu, okoliczności powstania „Sądu Ostatecznego” i jego specyfiki oraz włoskich zamówień Memlinga.

Akademia Sądu Ostatecznego. Spotkanie 6. Dzisiaj gościem Prof. Marcina Kalecińskiego będzie dr Till-Holger Borchert.

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Środa, 29 listopada 2017

29 marca 2020

Prof. Marcin Kaleciński zaprosił twórców „Złotej Kampanii” promującej „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga – Adama Chylińskiego i Daniela Naborowskiego z gdańskiego TOFU Studio, którzy opowiedzieli o specyfice budowania kampanii promującej dzieło sztuki, o tym jak powstawała kampania „Sądu Ostatecznego” i jak zrodził się pomysł na wykorzystanie zastosowanego w niej języka dostosowanego do współczesnych form komunikacji.

Akademia Sądu Ostatecznego. Spotkanie 5. Dzisiaj gośćmi Prof. Marcina Kalecińskiego są Adam Chyliński i Daniel Naborowski z Tofu Studio.

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Piątek, 17 listopada 2017

28 marca 2020

Tematem kolejnego spotkania w Akademii była ikonografia „Sądu Ostatecznego”. Prof. Marcin Kaleciński przeprowadził analizę powstałych przed gdańskim arcydziełem Memlinga niderlandzkich „Sądów Ostatecznych”. Przybliżył także dwa mało znane piętnastowieczne tablicowe „Sądy Ostateczne” z Gdańska i Elbląga. Zaproszona przez prof. Marcina Kalecińskiego do rozmowy mgr Weronika Chełmowska opowiadała o malowidłach freskowych przedstawiających „Sądy Ostateczne”, które znajdują się na terenie dawnych Prus Królewskich. Drugim zaproszonym gościem była mgr Agnieszka Drygiel, z którą prof. Kaleciński rozmawiał o nowożytnej ikonografii „Sądu Ostatecznego” w sztuce Gdańska i Prus Królewskich.

Akademia Sądu Ostatecznego. Spotkanie 4. Dzisiaj gośćmi Prof. Marcina Kalecińskiego są Weronika Chełmowska oraz Agnieszka Drygiel.

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Piątek, 20 października 2017

27 marca 2020

Prof. Marcin Kaleciński zaprosił do Akademii dr Beatę Purc Stępniak. Rozmówcy rozważali w jakim stopniu „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga należy do kultury włoskiej oraz w jakim zakresie jest dziełem związanym z renesansem i humanizmem. Dr Purc-Stępniak przedstawiła swoje ustalenia na temat osób sportretowanych przez Memlinga oraz wyjaśniła kim, jej zdaniem, jest zleceniodawca dzieła.

Akademia Sądu Ostatecznego. Spotkanie 3.Dzisiaj gościem Prof. Marcina Kalecińskiego jest Dr Beata Purc-Stępniak

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Piątek, 6 października 2017

26 marca 2020

Obecna wiedza na temat powstania „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga jest efektem żmudnych badań historyków sztuki, którzy próbowali odpowiedzieć na pytanie kto jest autorem tego niezwykłego dzieła, kto był jego zleceniodawcą i w jakich okolicznościach obraz znalazł się w Gdańsku. Wiele faktów pozostanie na zawsze tajemnicą, ale wiele udało się ustalić.

Jakie były dzieje obrazu w Gdańsku, jak go postrzegano i czy jego obecność wpłynęła na lokalne środowisko artystów? Jakie były losy dzieła podczas II wojny światowej i dlaczego jego barwy, pomimo przeszło pięćsetletniej historii, nadal zachwycają świetlistością i intensywnością? Prof. Marcin Kaleciński rozmawiał o tym z Alicją Andrzejewską-Zając i Magdaleną Podgórzak, kustoszami w MNG.

Akademia Sądu Ostatecznego

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Czwartek, 14 września 2017

DIGIMUZ

24 kwietnia 2020

W lutym 2020 roku grupa DigiMuz zgłębiała tajniki spektrofotografii. Spotkanie przygotowała od strony organizacyjnej Małgorzata Pajkert, a poprowadził członek grupy DigiMuz Grzegorz Nosorowski, który omówił podstawowe aspekty fotografii multispektralnej. Piotr Rydzek, zaprezentował system BOOK2NET przeznaczony do fotografii multispektralnej. W części warsztatowej spotkania wykonaliśmy skany rysunków i malarstwa w świetle ultrafioletowym UV, widzialnym (uwidocznienie struktury papieru i znaków wodnych) oraz w promieniowaniu podczerwonym IR. Uzyskane pliki zostaną wykorzystane w opracowaniach naukowych powstających w MNG.

23 kwietnia 2020

W maju 2019 roku grupa DigiMuz kontynuowała temat kontroli jakości odwzorowań. Spotkanie zainicjował i prowadził członek grupy – Grzegorz Nosorowski. Tym razem skoncentrowaliśmy się na darmowym oprogramowaniu, między innymi OpenDICE, udostępnionym przez Bibliotekę Kongresu USA. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele firm reprezentujących w Polsce producentów aparatów fotograficznych Hasselblad i Cambo. Pan Rafał Łochowski (Migavka Sp. z o.o.) zaprezentował modele Hasselblad H6D 100 i Hasselblad H6D 400MS (multishot) oraz najnowszy aparat Fujifilm GFX 100. Pan Andrzej Krupa (Foto7) przedstawił rozwiązania firmy Cambo. Posługując się prezentowanymi aparatami wykonaliśmy pliki, które następnie poddaliśmy analizie w programie OpenDICE i ocenie.

22 kwietnia 2020

W kwietniu 2019 roku grupa DigiMuz spotkała się w pracowni digitalizacji MNG, na warsztatach dotyczących kontroli jakości tworzonych odwzorowań. Wprowadzenie do zagadnienia kontroli jakości i jej poszczególnych aspektów przedstawił jeden z naszych członków, inicjator spotkania, Grzegorz Nosorowski. Zaproszeni przez nas przedstawiciele firmy Microbox GmbH, produkującej aparaty i skanery do digitalizacji , Piotr Rydzek i Gernot Gajarszky, zademonstrowali proces analizy jakości przy użyciu rozwiązań technologicznych proponowanych przez Microbox oraz oprogramowania iQ-Analyzer firmy Image Engineering. Uczestnicy spotkania mieli możliwość przeprowadzenia analizy własnych zdjęć.

21 kwietnia 2020

W marcu 2019 roku odwiedzili nas przedstawiciele firmy MAD PIXEL. Podczas spotkania grupy DigiMuz rozmawialiśmy o możliwościach aplikacji Second Canvas oraz o aspektach technicznych systemu do digitalizacji MAD PIXEL ROB (www.madpixelrob.com). To właśnie przy pomocy tego systemu podczas marcowego spotkania w MNG zostało zdigitalizowanych 10 muzealiów, które można oglądać w bezpłatnej aplikacji Second Canvas Muzeum Narodowego w Gdańsku (http://tiny.cc/myu5mz lub http://tiny.cc/pzu5mz).

20 kwietnia 2020

W Gdańsku od 2008 roku działa Międzymuzealna Grupa do spraw Digitalizacji. W jej skład wchodzi obecnie 6 muzeów: Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, Muzeum Gdańska, Muzeum Zamkowe w Malborku, Muzeum II Wojny Światowej, Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku i Muzeum Narodowe w Gdańsku. Do zadań DigiMuz należy m.in. wymiana dobrych praktyk i opracowanie standardów dokumentacji fotograficznej muzealiów, konsultacje dotyczące zarządzania procesem digitalizacji, ujednolicanie języka opisu muzealiów, zapoznanie się z dostępnym oprogramowaniem do ewidencji muzealnej. Powstanie oraz funkcjonowanie roboczej grupy DigiMuz jest oddolną inicjatywą – wyjątkowo ważną i unikatową w skali polskiego muzealnictwa.

Więcej informacji: https://bit.ly/2RK4uwh

FILMY MNG

Prezentacja laserowej technologii konserwacji obiektów metalowych. Konserwacja Figury św. Jerzego 

Spot ze Złotej Kampanii promującej „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga 

Making of spotu ze Złotej Kampanii promującej „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga 

Animowana historia „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga 

Wersja angielska: https://www.youtube.com/watch?v=-B60p9Zr7j0

Film „A wczora z wieczora” to produkcja o grupach kolędniczych „Gwiezdek”, które każdego roku, wraz z rozpoczynającym się adwentem organizują się samoistnie i oddolnie (bez opieki i wsparcia regionalistów, nauczycieli etc.), by przygotować i przeprowadzić w kilku sąsiednich wioskach kolędniczy obchód. Do dzisiaj takie grupy dość powszechnie można spotkać na Kaszubach, między innymi w okolicach Sierakowic, Kartuz, Kościerzyny, Wejherowa i Pucka.

Bohaterami filmu jest trzynastu kolędników z Tuchlinka w gminie Sierakowice, którym ekipa filmowa towarzyszyła podczas adwentowych prób i wigilijnego kolędowania. Dzięki kolędnikom, a także ich rodzinom i sąsiadom, stało się możliwe utrwalenie na taśmie filmowej przebiegu tego niezwykłego kaszubskiego obrzędu, za pośrednictwem którego manifestują przywiązanie do swojej małej ojczyzny.

Film był częścią projektu badawczego „Uzupełniając Kolberga: dokumentacja autentycznych grup kolędniczych Kaszub”, który został zrealizowany w Oddziale Etnografii we współpracy z Uniwersytetem Gdańskim z okazji w 200. rocznicy urodzin Oskara Kolberga. Otrzymał finansowanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kolberg 2014 – Promesa.

Produkcja: Muzeum Narodowe w Gdańsku
Realizacja: Iwona Świętosławska – etnograf i koordynator projektu (MNG), Ewa Gilewska – etnograf (MNG), prof. UG dr hab. Anna Kwaśniewska – konsultant merytoryczny, Dariusz Kula – operator, studenci Etnologii UG.

O tradycjach wielkanocnych opowiada Iwona Świętosławska, kustosz w Oddziale Etnografii.

Tradycje wielkanocne

O tradycjach wielkanocnych 🐰🐣 opowiada Iwona Świętosławska, kustosz w Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku 👇

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Sprawdźcie, jak przygotować piękną palmę wielkanocną.

Palma wielkanocna

Jak przygotować piękną palmę wielkanocną? Sprawdźcie sami ⤵

Opublikowany przez Muzeum Narodowe w Gdańsku Piątek, 3 kwietnia 2020

E-BIULETYNY MNG

https://issuu.com/muzeumnarodowegdansk

APLIKACJA SECOND CANVAS

https://play.google.com/store/apps/details?id=com.secondcanvas.gdansk&hl=es

https://apps.apple.com/pl/app/sc-muzeum-narodowe-w-gda%C5%84sku/id1468123112

CYKL AUDYCJI „TRYPTYK MEMLINGA” W RADIO GDAŃSK

https://radiogdansk.pl/audycje-rg/inne-audycje/tryptyk-memlinga

WARSZTATY DLA DZIECI

10 maja 2020

Zgadniecie, do czego służył przedstawiony na rysunku przedmiot? W dawnych czasach znajdował się w każdym domu i pełnił bardzo ważną funkcję. Dzięki niemu w domach było jasno. Mógł mieć różny kształt, wielkość. Był wykonany z ceramiki, metalu, drewna albo szkła. Na pewno znajdziecie ten przedmiot w swoich domach.

Eksponat z rysunku znajduje się zbiorach ceramiki dawnej Muzeum Narodowego w Gdańsku. Został wykonany we Francji w XVIII wieku.

Wydrukujcie rysunek i pokolorujcie go kredkami lub farbkami, albo zróbcie to cyfrowo w komputerze, tablecie lub telefonie.

Bawcie się dobrze!

9 maja 2020

Dziś zadanie, które sprawdzi Waszą pamięć i spostrzegawczość.

Odgadnijcie, do których eksponatów należą cienie. Podpowiedź – wszystkie z nich pochodzą ze zbiorów Oddziału Sztuki Dawnej.

8 maja 2020

#zostańwdomu i rozwiąż muzealną krzyżówkę.

7 maja 2020

Co to takiego animalistyka? Słowo pochodzi od łacińskiego „animal”, które podobnie jak w języku angielskim oznacza zwierzę. Jest to termin na określenie dzieł sztuki, które przedstawiają zwierzęta lub sceny, w których one występują: ptasie koncerty, pasące się krowy, konie, sceny walk między zwierzętami, lub polowania. Mogą być to zwierzęta domowe i gospodarskie (psy, koty, kaczki, krowy), żyjące dziko (lisy, sowy, niedźwiedzie) lub pochodzące z dalekich, egzotycznych krajów (papugi, pelikany, lamparty).

Jakie są Wasze ulubione zwierzęta? Niezależnie od tego, czy jest to chomik, kot, słoń albo wąż możecie stworzyć je w domu z tego, co macie pod ręką.

MATERIAŁY:
-gruby papier, tektura lub karton,
-ołówek, marker, kredki lub farby,
-nożyczki lub nożyk do cięcia papieru.

INSTRUKCJA:
-na papierze lub tekturze narysuj kontur zwierzęcia, części ciała takie, jak ogon, uszy, nogi narysuj osobno,
-najlepiej, żeby uszy były narysowane razem, połączone u dołu (patrz instrukcja),
-pamiętaj, żeby nóżki nie był zbyt małe, inaczej zwierzę będzie się przewracać,
-wytnij wszystkie części i pokoloruj lub pomaluj z każdej ze stron,
-wszystkie elementy, również korpus, natnij (3-5 cm) w miejscach, w których będą mocowane (patrz instrukcja)
-połącz wycięte części z korpusem wsuwając w wykonane nacięcia i zwierzę gotowe!

6 maja 2020

Muzeum Tradycji Szlacheckiej jest jednym z oddziałów Muzeum Narodowego w Gdańsku. Mieści się w zabytkowym pałacu, który dawniej należał do rodziny hrabiów Sierakowskich. Pałac jest otoczony rozległym parkiem, a na dużym klombie od strony elewacji ogrodowej kwitną begonie i aksamitki.

Pokolorujcie rysunek pałacu w Waplewie Wielkim. Możecie wzorować się na fotografii lub przygotować własną, autorską wersję wyglądu budynku. W tym celu wydrukujcie plik w formacie A4 i użyjcie kredek lub farb, albo pokolorujcie go w programie graficznym w komputerze, tablecie lub telefonie.

3 maja 2020

Z okazji Święta Konstytucji 3 Maja przygotowaliśmy dla Was kolorowankę. Wzorem jest karta pocztowa pt. „3 Maja” ze zbiorów Muzeum Hymnu Narodowego. Kartę zaprojektowała Anna Gramatyka-Ostrowska. Pocztówka została wydana w 1939 roku.

Zwyczaj drukowania pocztówek upamiętniających ważne wydarzenia z historii Polski był bardzo popularny w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Takie pocztówki wysyłano do rodziny lub znajomych. Możecie być zaskoczeni, ale tego rodzaju kartkę można było wysłać lub otrzymać także z okazji urodzin lub imienin.

Wydrukujcie plik w formacie A4 i pokolorujcie rysunek używając kredek lub farb, albo zróbcie to w programie graficznym w komputerze, telefonie lub tablecie. Nawiązując do dawnego zwyczaju, gotową pocztówkę możecie wysłać do rodziny lub przyjaciół smsem, mailem lub za pośrednictwem każdego komunikatora.

2 maja 2020

Dziś obchodzimy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej! To jedno z najmłodszych świąt państwowych. Zostało ustanowione w 2004 roku. Co roku, tego dnia umieszczamy flagę w oknie, na balkonie lub przy samochodzie, a do ubrania możemy przypiąć biało-czerwoną kokardę lub wstążkę.

Czy wiecie, że chociaż barwy narodowe zostały ustanowione w 1831 roku, to ich kolejność dopiero w 1919 roku? To rok po odzyskaniu przez Polskę niepodległości!

Narysujcie udekorowane flagami miasto, miasteczko, wieś lub osiedle, które chłopiec może zobaczyć z lotu ptaka. Załączony plik wydrukujcie w formacie A4. Użyjcie kredek lub farb, albo narysujcie obrazek w programie graficznym w komputerze, tablecie lub w telefonie.

Zapraszamy do zabawy!

1 maja 2020

„Portret patrycjuszki” namalował ponad czterysta lat temu gdański malarz Anton Möller, ponad 400 lat temu. To jeden z najpiękniejszych obrazów w zbiorach naszego Muzeum.

Portret przedstawia młodą gdańszczankę pochodzącą z najważniejszej grupy mieszczan, czyli patrycjuszy. Skąd o tym wiemy? Zdradza to jej strój! Czerwona suknia zdobiona złotymi guzikami i tasiemkami, koronki, biały kołnierz, czyli kreza oraz złota biżuteria i opaska z pereł na głowie. Nie wiemy, jak patrycjuszka miała na imię, wiemy, że miała 18 lat gdy została sportretowana. Tę informację malarz umieścił na ramie obrazu.

Wcielcie się w rolę malarza i pokolorujcie lub pomalujcie portret patrycjuszki. Możecie użyć do tego tradycyjnych kredek lub farb albo pokolorować obrazek w programie graficznym.

30 kwietnia 2020

Potrzebujecie trochę koloru w swoim pokoju? Jest na to prosty sposób – przygotowaliśmy dla Was kilka szablonów, dzięki którym będziecie mogli stworzyć miniaturowe dekoracje do zawieszenia w oknie. Będą mienić się w słońcu barwami niczym oryginalne witraże ze średniowiecznych kościołów, pałaców, czy też klatek schodowych kamienic z początku minionego wieku.

Witraż składa się z oprawionych w metalowe ramki kawałków kolorowego szkła, którymi wypełnia się okno. Czasem szkło jest dodatkowo kreskowane lub malowane. Efekt jest niezwykły, szczególnie gdy zaświeci słońce!

Czy w Oddziale Sztuki Dawnej znajdują się witraże? Tak. Możecie je zobaczyć na obrazie gdańskiego malarza Johanna Carla Schultza pt.: „Katedra w Strasburgu”. Widać jak wypełniają ściany kościoła, wpuszczając do niego kolorowe światło. W samym budynku naszego muzeum witraże znajdują się w holu głównego wejścia. Polecamy sprawdzić to samodzielnie, gdy tylko oddział będzie ponownie otwarty!

Materiały:
-papier do wydruku szablonów,
-do wyboru szablony o różnym stopniu trudności,
-kolorowa bibuła lub krepa,
-klej, nożyczki, nożyk do cięcia papieru, podkładka.

Instrukcja:
-wydrukuj szablon,
-z szablonu wytnij białe pola (najlepiej robić to na podkładce lub twardym papierze, by nie zarysować powierzchni stołu lub biurka),
-w wycięte miejsca należy przykleić kolorową bibułkę lub krepę,
-teraz wystarczy już tylko sprawdzić, jak witraż wygląda w świetle,
-dekorację może przymocować taśmą klejącą do szyby.

29 kwietnia 2020

Jednym z oddziałów Muzeum Narodowego w Gdańsku jest Oddział Etnografii, który znajduje się na terenie Parku Oliwskiego. Mieści się w zabytkowym, XVIII-wiecznym budynku o charakterystycznych małych okienkach. Dawnej znajdował się tu spichlerz należący do męskiego zakonu Cystersów.

Pomalujcie Oddział Etnografii! Możecie wydrukować plik w formacie A4 i użyć tradycyjnych kredek lub farb, albo pokolorować cyfrowo w komputerze, tablecie lub telefonie. Kolorowankę można pokolorować zgodnie z prawdziwym wyglądem budynku, lub stworzyć autorską wersję.

26 kwietnia 2020

Martwa natura, to kompozycja malarska lub rysunkowa przedstawiająca przedmioty. Mogą to być owoce i warzywa, ser, pieczywo lub ryby, ale także instrumenty muzyczne, przedmioty związane z nauką, kwiaty lub sprzęt gospodarstwa domowego. Wszystkie elementy są starannie dobrane i ułożone zgodnie z motywem przewodnim.

Na podstawie obrazu „Martwa natura z homarem”, którego autorem jest Jan Davidsz de Heem stwórzcie własną kompozycję. Możecie dorysować na stole ulubione potrawy lub odwzorować oryginalny obraz.

Wydrukować rysunek w formacie A4 i użyjcie kredek lub farb albo pokolorować cyfrowo w komputerze, tablecie lub telefonie.

25 kwietnia 2020

Dziś do wykreślanki zaprasza „Dama z listem”.

Portret damy z listem jest kopią portretu Mademoissele Lavergne, którego autorem jest XVIII-wieczny malarz Jeann Etienne Liotard. Obraz znajduje się w zbiorach Muzeum Tradycji Szlacheckiej – oddziału Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Znajdźcie i wykreślcie w diagramie 10 słów związanych ze szlachtą. Po diagramie możecie poruszać się poziomo lub pionowo.

Życzymy udanej zabawy!

24 kwietnia 2020

Przyjrzyjcie się obrazowi „Zabawa”, który został namalowany przez artystę, którego imienia i nazwiska nie znamy. Historycy sztuki nazwali go Monogramistą Joannesem J.D.C.A. Na obrazie jest nim tłoczno i gwarno. Odbywa się przyjęcie – przybywają goście, grają muzykanci, są prowadzone rozmowy, a po sali biega mały, biały piesek.

Wyobraźcie sobie to przyjęcie dzisiaj, kiedy wszyscy goście, tak jak my teraz są w swoich domach. Narysujcie, czym zajmują się gospodarze w czasie, gdy nie odwiedzają ich znajomi i przyjaciele. Jeśli chcecie przedstawić ich rozmowy, to wypowiedzi domalujcie w chmurkach.

Wydrukujcie rysunek przygotowany i użyjcie kredek, farb, ołówka, mazaków albo użyjcie programu graficznego w komputerze, tablecie lub smartfonie.

23 kwietnia 2020

Jednym z oddziałów Muzeum Narodowego w Gdańsku jest Oddział Sztuki Nowoczesnej, który ma swoją siedzibę w Pałacu Opatów w Oliwie.

Pałac od XV wieku był rezydencją opatów, czyli przełożonych oliwskiego zakonu męskiego cystersów. Swój obecny kształt w stylu rokokowym zawdzięcza przebudowie z XVIII wieku, którą zarządził ówczesny opat Jacek Rybiński.

Czy wiecie, że budynek pełnił funkcje muzealne już w latach 20-stych XX wieku? Znajdowała się tu wystawa stała o dziejach ziemi gdańskiej.

Pomalujcie budynek Pałacu Opatów. W tym celu wydrukujcie pusty plik w formacie A4 i pokolorujcie rysunek używając kredek lub farb, albo zróbcie to w programie graficznym w komputerze, telefonie lub tablecie.

Wasz obrazek może być zgodny z prawdziwym wyglądem Pałacu Opatów. Ale możecie przyjąć rolę architekta i stworzyć waszą własną wersję kolorystyczną tego budynku.

22 kwietnia 2020

Już dawno temu portrety były bardzo popularnym gatunkiem sztuki. Były zamawiane z okazji ważnego momentu w życiu portretowanej osoby lub rodziny. Artysta wykonujący portret przedstawiał całą postać lub jedynie jej twarz. Portrety powstawały w różnych technikach i w różnej skali – od miniaturowych medalionów po monumentalne pomniki.

W zbiorach naszego Muzeum znajdują się portrety malarskie, graficzne, rzeźbiarskie i fotograficzne. To niezwykła galeria ludzi z różnych epok i czasów.

Wykonajcie samodzielnie portret mamy lub taty, brata lub siostry albo babci lub dziadka. Im więcej materiałów przy tym wykorzystacie, tym lepiej. Wszystko wyjaśniamy poniżej.

Materiały:
-odbitka fotograficzna lub wydruk zdjęcia przedstawiający osobę, którą chcemy sportretować,
-ołówek, kredki, pastele, farby, kolorowe magazyny, aplikacje, plastelina, wstążki, kolorowy papier, bibułki itd.,
-papier, na którym powstanie portret
-pędzle, klej, nożyczki.

Instrukcja:
1. Wytnij całą postać lub tylko twarz i naklej na papier.
2. Resztę portretu dorysuj, wyklej lub namaluj. Albo użyj tych wszystkich technik.

21 kwietnia 2020

Portret Leonarda Pocieja pochodzi z kolekcji Sierakowskich, prezentowanej niegdyś w Pałacu w Waplewie. Obecnie znajduje się w nim jeden z oddziałów Muzeum Narodowego w Gdańsku – Muzeum Tradycji Szlacheckiej.

Co wiemy o Leonardzie Pocieju? W przybliżeniu żył w latach 1730–1774. Był reprezentantem litewskiej magnaterii. Kształcił się w Collegium Nobilium w Warszawie, w szkole o statusie uczelni wyższej, założonej przez pijara Stanisława Konarskiego. Był też pradziadem Marii z Sołtanów Alfonsowej Sierakowskiej. Rodzina Sierakowskich przed drugą wojną światową była właścicielem waplewskiego pałacu.

Na portrecie autorstwa nieznanego malarza, pochodzącym z XVIII wieku, zmieniliśmy kilka szczegółów. Po prawej stronie znajduje się nasza wersja – znajdźcie 8 szczegółów!

20 kwietnia 2020

Dziś przygotowaliśmy dla Was zabawę, polegającą na odszyfrowaniu imion i nazwisk malarzy związanych z naszym miastem 🎨 Niektórzy z nich całe swoje życie spędzili w Gdańsku, inni tylko część, ale wszyscy zapisali się na kartach historii sztuki Gdańska, a ich obrazy są ozdobą zbiorów naszego Muzeum.

W kolejnych naszych postach przedstawimy krótkie informacje o gdańskich artystach oraz zadania plastyczne inspirowane ich pracami, skierowane dla młodszych odbiorców

W odszyfrowaniu imion i nazwisk pomoże tablica z kodem. Każdej literze przyporządkowany jest symbol. Życzymy udanej zabawy!

18 kwietnia 2020

#zostańwdomu i rozwiąż muzealną krzyżówkę.

17 kwietnia 2020

Autoportret, to portret wykonany przez samego siebie. Dziś jego stworzenie jest niezwykle proste i popularne – wystarczy wykonać zdjęcie telefonem i mamy selfie, czyli cyfrowy autoportret.

A jak było w danych czasach? Artyści malowali najczęściej na zamówienie obrazy religijne, pejzaże, martwe natury. Jednak najczęściej zamawiano portrety. Rembrandt, Vincent van Gogh, Stanisław Wyspiański chętnie portretowali siebie 🖼 Kiedy pod koniec XIX wieku, pojawiła się fotografia, malowane portrety ustąpiły miejsca fotografiom, które powstawały w atelier fotograficznych w czasie specjalnych sesji zdjęciowych.

W zbiorach Oddziału Sztuki Dawnej MNG znajduje się autoportret malarza i rysownika Andreasa Stecha, jednego z najbardziej znanych gdańskich artystow. Stech malował głównie portrety, ale także obrazy religijne, martwe natury, sceny historyczne.

Dziś zapraszamy Was do stworzenia autoportretu! Możecie użyć ołówka, kredek, albo farb. Skupcie całą swoją uwagę na odbiciu własnej twarzy w lustrze, zwróćcie uwagę na charakterystycznych cechach wielkości i kolorze oczu, nosie, który może być duży lub mały, szeroki lub wąski, a także kolorze włosów i kształcie fryzury

Zapewne tak samo pracował gdański malarz Andreas Stech, gdy wykonywał swój autoportret. Do dzieła!

Materiały:
-lustro lub lusterko,
-ołówek, kredki lub pędzle i farby (do wyboru),
-kartka papieru
-gumka, miseczka na wodę.

Instrukcja:
1. Ustaw lustro tak, żeby widzieć w nim swoją twarz.
2. Przyjrzyj się dokładnie swojej twarzy, pamiętaj by spoglądać na nią w trakcie pracy.

Dobrej zabawy!

fot. Andreas Stech, „Autoportret” z 1675 roku. W zbiorach Oddziału Sztuki Dawnej MNG.

16 kwietnia 2020

Znajdźcie 15 słów związanych z fotografią. Hasła są zapisane poziomo i pionowo. Na drugiej grafice znajdziecie definicje haseł. Powodzenia!

15 kwietnia 2020

Muzeum Narodowe w Gdańsku to jedno z najstarszych muzeów w Polsce. Muzeum składa się z kilku oddziałów, a każdy mieści się w zabytkowym budynku. Jednym z nich jest Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, którego siedzibą jest barokowy dworek z początku XVIII wieku. To tu urodził się Józef Wybicki – autor słów Mazurka Dąbrowskiego – polskiego hymnu narodowego.

Pokolorujcie rysunek przedstawiający dworek rodziny Wybickich. Wydrukujcie plik w formacie A4. Do pokolorowania rysunku możecie użyć tradycyjnych kredek lub farb, albo pokolorujcie go cyfrowo w programie graficznym. Możecie odwzorować wygląd dworku na podstawie zdjęcia. Możecie też nadać budynkowi zupełnie inny charakter. Wszystko zależy od Was!

14 kwietnia 2020

Muzea są pełne obrazów malowanych farbami na desce lub na płótnie. Na przestrzeni wieków artyści używali różnych farb – olejnych, akwareli lub farb akrylowych. Można jednak namalować obraz bez użycia farb. Namalujcie obraz… bibułą!

Potrzebne materiały:
-bibuła – gładka lub marszczona,
-papier – najlepiej papier techniczny, ale wykorzystajcie każdą kartkę papieru, która jest w domu,
-nożyczki,
-pędzel,
-woda, miseczka do wody,
-rękawiczki.

Sposób wykonania:
1. Bibułę wytnijcie w wymyślone przez siebie kształty i ułóżcie na papierze.
2. Przy pomocy pędzelka Każdy fragment bibuły delikatnie pokryjcie wodą.
3. Zaczekajcie ok. 10 min aż papier wchłonie kolor bibuły.
4. Teraz usuńcie bibułę z papieru. Uwaga! warto założyć gumowe rękawiczki, by nie zafarbować palców),
5. Wasz obraz namalowany bibułą jest gotowy.

13 kwietnia 2020

Zbiory muzeum, to nie tylko obrazy, przedmioty wykonane ze złota i srebra, ale również rzeźby. Są wykonane z rozmaitych materiałów i są różnej wielkości. Rzeźbiarze najczęściej używali marmuru, alabastru i drewna. Niektórzy artyści odlewali je z metalu we wcześniej przygotowanych formach. Niezależnie od stosowanej techniki, rzeźby powstają w wyniku długiego i wymagającego ciężkiej pracy procesu.

Spróbujcie wykonać własną rzeźbę. Proponujemy o wiele łatwiejszy sposób. Wystarczy użyć masy solnej. Rzeźbcie z wyobraźni lub użyjcie modela – może być to ulubiony pluszak, wiosenny kwiatek, postać kogoś z rodziny. Przyślijcie nam koniecznie zdjęcia swoich rzeźbiarskich dzieł sztuki.

Potrzebne materiały:
-sól, woda, mąka,
-miska do wyrobienia masy,
-farby akrylowe lub plakatowe, pędzle, naczynie do wody,
-różnego rodzaju akcesoria do dekoracji: koraliki, wstążki, filc, piórka itp.,
-nożyczki, mocny klej (vicol lub klej na gorąco).

Jak przygotować masę solną? Potrzebujesz:
-1 szklankę soli,
-1 szklankaę mąki,
-pół szklanki ciepłej wody.

Sposób przygotowania masy solnej:
-wymieszaj ze sobą suche składniki,
-wodę dodawaj powoli, cały czas ugniatając ciasto,
-prawidłowo wykonana masa powinna mieć konsystencję ciasta na pierogi i łatwo odchodzić od ręki,
-jeśli ciasto przywiera, można je delikatnie podsypywać mąką.

Gotowe figurki – etap 1. Suszenie
-figurki należy zostawić do wyschnięcia (najlepiej kilka dni w nasłonecznionym miejscu) lub upiec w piekarniku w temperaturze ok. 120 stopni przez 2-3 godziny.

Gotowe figurki – etap 2. Dekorowanie
-figurki malujemy farbami akrylowymi lub plakatowymi (używając mało wody),
-do ozdabiania możemy użyć koralików, wstążek, filcu itp., mocując je klejem.

12 kwietnia 2020

Znajdźcie i wykreślcie w diagramie 11 słów związanych ze świętami. Po diagramie możecie poruszać się poziomo lub pionowo. Życzymy udanej zabawy!

11 kwietnia 2020

Kawa w Gdańsku była znana już od XVII wieku, jednak prawdziwa moda na jej picie i bywanie w kafehauzach, czyli kawiarniach zaczęła się w XVIII wieku. W zbiorach naszego Muzeum znajdują się eksponaty świadczące o popularności tego napoju m.in. dzbanki do parzenia kawy i filiżanki. Kawa jest napojem przeznaczonym dla dorosłych. Przedstawiamy Wam inne zastosowanie tego napoju, z którego mogą skorzystać zwłaszcza dzieci. Kawą można malować tak jak farbkami. Sprawdźcie, jak to zrobić.

Potrzebne materiały:
-kartka papieru, najlepiej z bloku technicznego,
-kawa rozpuszczalna,
-woda,
-szklanka,
-gąbka lub łyżeczka,
-pędzelek,
-czarny flamaster lub czarny cienkopis.

Instrukcja krok po kroku:
1. Rozpuść kawę (4-5 łyżeczek) w szklance wypełnionej do połowy letnią wodą. Proporcje można modyfikować, jednak roztwór kawy nie powinien być zbyt jasny. Tak przygotowanym roztwór nadaje się do malowania. Uwaga! O przygotowanie kawy poproście mamę, tatę lub kogoś dorosłego w domu.
2. Malowanie pędzelkiem – malujemy tak, jak zwykłymi farbami.
3. Malowanie plamami:
-namocz gąbkę w kawie i zrób na kartce nieregularne plamy. Możesz też po prostu rozlać ostrożnie trochę kawy łyżeczką,
-nadmiar kawy zbierz gąbką,
-odłóż kartkę do wyschnięcia na co najmniej jedną godzinę.
4. Gdy kartka będzie już sucha, przyjrzyj się jaki kształt ma plama. Może coś Ci przypomina. Postać w samochodzie, sukienkę, grzyby, kota, małpkę, a może drzewo?
5. Teraz flamastrem, cienkopisem lub zwykłym ołówkiem dorysuj te elementy, których brakuje, aby Twoja plama z kawy przedstawiała Twoje wyobrażenie.

10 kwietnia 2020

Dzisiaj podpowiemy, jak zrobić piękne wielkanocne pisanki używając jedynie ołówka i flamastra. Gwarantujemy dobrą zabawę i pięknie ozdobione jajka na świątecznym stole.

Potrzebne materiały:
-jajka,
-ołówek i gumka,
-czarny flamaster, mogą być również kolorowe flamastry.

Instrukcja:
-ugotuj jajka na twardo,
-narysuj na nich ołówkiem wzór,
-popraw wzór flamastrem, a szkic wygumkuj,
-jeśli czujesz się pewnie w rysunku, możesz od razu rysować flamastrem.

9 kwietnia 2020

W dawnych czasach polowania były ważną częścią wychowania młodych chłopców z rodzin szlacheckich. Udział w polowaniu był treningiem ich sprawności fizycznej, spostrzegawczości i odwagi. Dzisiaj dziewczynki i chłopcy kształtują te umiejętności w zupełnie inny sposób. Na przykład swoją spostrzegawczość możecie rozwinąć wykonując dzisiejsze zadanie.

W obrazie „Książęta de Vildt na polowaniu” namalowanym przez Johana le Ducqa, który znajduje się w zbiorach naszego muzeum, dokonaliśmy dziewięciu zmian w postaciach przedstawionych dzieci po lewej stronie, obraz ze zmianami – po prawej stronie.

Znajdźcie jak najwięcej szczegółów, które różnią obie wersje tego dzieła sztuki. Bawcie się dobrze!

8 kwietnia 2020

Budynek, w którym dziś mieści się Oddział Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Gdańsku pełnił na przestrzeni wieków wiele różnych funkcji. W XVI wieku założono tu pierwszą w Gdańsku Bibliotekę Miejską, a z biegiem lat zgromadzono tu niezwykle duży i bogaty księgozbiór.

Teraz, kiedy musimy zostać w domu z pewnością częściej sięgamy po książki z naszych domowych biblioteczek. A co jest nam potrzebne, gdy czytamy książki? Zakładka! Zróbcie dziś swoją!

Materiały:
-biały papier do wydruku,
-grubszy papier (najlepiej techniczny) do usztywnienia zakładki,
-kolorowy papier, czasopisma, naklejki, kredki, pisaki itp.
-nożyczki, klej.

Instrukcja:
-wydrukuj przygotowany szablon z zakładkami (dostosowany do wydruku A4),
-naklej go na papier techniczny, lub inny grubszy w celu usztywnienia zakładek,
-wytnij je,
-zakładki możesz ozdobić z jednej lub dwóch stron,
-możesz ją ozdobić wyciętymi z gazet obrazkami, naklejkami lub samodzielnie stworzonymi wzorami z papieru, albo po prostu pokolorować,
-tylko od Ciebie zależy, jak będzie wyglądała zakładka, tak więc do dzieła!

7 kwietnia 2020

Do akcji #zostańwdomu przyłączyła się także nasza Patrycjuszka. Ta młoda gdańszczanka, pochodząca z najbogatszej grupy mieszczan, została sportretowana przez Antona Möllera, pod koniec XVI wieku. Specjalnie dla Was przenieśliśmy Patrycjuszkę z obrazu na białą kartkę. Zadanie na dziś – narysujcie co widzi Patrycjuszka ze swojego okna 👀

Jak to zrobić? Można wydrukować plik w formacie A4 i użyć tradycyjnych kredek lub farb, albo pokolorować cyfrowo w programie graficznym lub w telefonie.

6 kwietnia 2020

Niezaprzeczalnymi symbolami Świąt Wielkanocnych są baranki, zajączki oraz kurczaczki wykluwające się z jajek. Możemy znaleźć je na kartkach pocztowych, pisankach, czekoladowych figurkach oraz dekoracjach praktycznie w każdym domu. Znalazły się tam nie bez powodu – zwierzęta te mają określone znaczenia. A jakie? Baranek jest symbolem Zmartwychwstałego Chrystusa, jajko nowego życia, a zajączek symbolizuje wiosnę. Ale czy wiecie, że w sztuce dawnej symbolami zmartwychwstania i odrodzenia był także szczygieł, jaskółka, motyl i żaba?

Dzisiaj proponujemy Wam przygotowanie wielkanocnych dekoracji, które można ustawić na półce, zawiesić na bukiecie bazi lub wstawić do koszyczka.

Materiały:
-biały papier, najlepiej techniczny,
-kolorowy papier, bibułki, kredki, pisaki, plastelina, piórka, włóczka, aplikacje itd.,
-tasiemki, wstążeczki lub sznureczek,
-nożyczki, klej.

Instrukcja:
-wydrukuj przygotowany szablon ze zwierzątkami (dostosowany do wydruku A4)
-wytnij je,
-pokoloruj, albo przyklej materiały, na które masz ochotę,
-żeby papierowe zwierzątka można było zawiesić, przyklej klejem tasiemkę, albo użyj do tego zszywacza.

3 kwietnia 2020

Tęsknicie za spacerami ulicą Długą i Długim Targiem? To niewątpliwie jedna z najpiękniejszych części miasta. Wzdłuż ulic znajdują się kamienice, które dawniej zamieszkiwali najznakomitsi gdańszczanie – mieszczanie, burmistrzowie i kupcy.

Przygotowaliśmy dla Was materiały, dzięki którym możecie stworzyć ulicę Długą we własnym pokoju.

Materiały:
-papier A4 do wydruku kamieniczek,
-drukarka (jeśli nie masz drukarki, możesz spróbować przerysować wzór kamieniczki na kartkę papieru),
-pudełka (np. opakowania po herbacie, ryżu itp.),
-kredki, pastele lub farby,
-nożyczki, klej.

Instrukcja:
-wydrukuj kamieniczki (wzór jest dopasowany do formatu A4).
-pokoloruj lub pomaluj, a potem wytnij kamieniczki,
-naklej na pudełka,
-teraz możesz stworzyć ulicę pełną kamieniczek w swoim własnym pokoju.

2 kwietnia 2020

Na dziś przygotowaliśmy wykreślankę. Znajdźcie i wykreślcie w diagramie 10 słów związanych z muzeum. Po diagramie możecie poruszać się poziomo lub pionowo. Życzymy udanej zabawy!

1 kwietnia 2020

Lalki wykonane na naszych muzealnych warsztatach mają twarze postaci ze słynnych portretów oraz twarze znanych artystów malarzy. Kto jest kim?

31 marca 2020

Torty, eklerki, ptysie, pączki, czekoladki, batoniki lub lody truskawkowe – można wymieniać w nieskończoność! Tak jak dziś, ludzie kiedyś również uwielbiali słodycze. Jednak dawna kuchnia różniła się od dzisiejszej. Na stołach stawiano kandyzowane owoce i sery, ciasteczka, pierniki, a nawet rzeźby z cukru. Dzisiaj proponujemy Wam zrobienie tortu.

Instrukcja:
-z papieru wycinamy dwa koła (o tej samej wielkości) oraz prostokąt (z dłuższym bokiem o długości obwodu wyciętego koła),
-dłuższe boki prostokąta nacinamy pionowo (wystarczy na 1 cm) u góry i na dole,
-zaginamy i przyklejamy do nich wycięte wcześniej koła,
-tak przygotowana bazę wystarczy już tylko udekorować!

Potrzebne materiały:
-papier lub karton,
-kolorowy papier, bibuła lub krepa,
-nożyczki i klej.

30 marca 2020

Przyłączcie się z nami do akcji odtwarzania słynnych obrazów w domowych warunkach.

Co może się Wam przydać? Oprócz wyobraźni, wszystko co macie pod ręką: koc, szal, kwiaty, biżuteria, kapelusz, książka, garnek, wazon, odkurzacz, kot, czy nakrętki po słoikach.

Do dzieła!

27 marca 2020

Heinrich Schwarzwaldt żył ponad 300 lat temu w Gdańsku. Był bogatym patrycjuszem i rajcą miejskim. Schwarzwaldt kolekcjonował książki i dzieła sztuki. Jak przystało na zamożnego mieszczanina nosił strój uszyty z aksamitu, pod szyję nakładał koronkowy żabot, a na głowę – modną wówczas perukę. W takim stroju sportretował rajcę Andreas Stech – znakomity gdański malarz. Obraz powstał w 1682 roku.

Po lewej stronie jest portret Heinricha Schwarzwaldta namalowany przez Andreasa Stecha. Po prawej stronie – ten sam portret, ale z dziewięcioma zmianami, które wprowadziliśmy. Znajdźcie różnice w obu portretach. Dobrej zabawy!

26 marca 2020

Jednym z najcenniejszych dzieł sztuki w zbiorach naszego muzeum jest obraz Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”. Można go obejrzeć w Oddziale Sztuki Dawnej. To arcydzieło Hans Memling namalował w Brugii (mieście w dzisiejszej Belgii) w XV wieku, czyli ponad 500 lat temu.

Obraz zamówił u Memlinga Angelo Tani z Florencji we Włoszech. Niestety ciężki, złożony z trzech części tryptyk transportowany statkiem Święty Mateusz nigdy nie dopłynął do Florencji. Święty Mateusz został napadnięty przez okręt Piotr z Gdańska dowodzony przez gdańszczanina Pawła Benekego. W ten sposób cały ładunek złupionego statku wraz z obrazem Memlinga trafił do Gdańska.

Dzisiaj proponujemy Wam zabawę w papierowe statki, w czasie której możecie odtworzyć morską bitwę, podczas której gdańscy kaprowie zdobyli ładunek z ołtarzem Hansa Memlinga. Możecie też zmienić bieg historii i wymyślić swoją wersję wydarzeń.

Potrzebne materiały:
-gazeta lub duża kartka papieru,
-kolorowy papier,
-nożyczki i klej,
-ewentualnie sznurek, słomki lub patyczki od szaszłyków.

Instrukcja:
1. Należy złożyć łódkę z gazety (bez problem w Internecie znajdziesz instrukcję, jak wykonać łódkę krok po kroku)
2. Zmontować maszt (z papieru, patyczka lub słomki),
3. umocować żagiel, można dodać również flagi.

25 marca 2020

„Portret Patrycjuszki” namalował gdański malarz Anton Möller, ponad 400 lat temu. To jeden z najpiękniejszych obrazów w zbiorach MNG, a obejrzeć go można w Oddziale Sztuki Dawnej.

Portret przedstawia młodą gdańszczankę pochodzącą z najważniejszej grupy mieszczan, czyli patrycjuszy. Skąd o tym wiemy?Zdradza nam to jej strój! Czerwona suknia zdobiona złotymi guzikami i tasiemkami, koronki, biały kołnierz czyli kreza oraz złota biżuteria i opaska z pereł na głowie. Nie wiemy, jak nasza patrycjuszka miała na imię, wiemy za to ile ma lat – autor zaznaczył to na ramie obrazu. W momencie wykonania portretu miała 18 lat.

Artysta wykonał obraz w roku 1599. Panowała wtedy inna moda i obyczaje, niż obecnie. Gdyby nasza Patrycjuszka żyła w obecnych czasach, to jakby się ubierała i co robiła w wolnym czasie? To jest Wasze zadanie na dziś!

Instrukcja:
-wydrukuj portret patrycjuszki (fragment reprodukcji obrazu),
-naklej wyciętą głowę patrycjuszki na kartkę,
-za pomocą materiałów (farby, kolorowy papier, kawałki materiału, elementy wycięte z gazet) stwórz współczesny portret młodej gdańszczanki.

Potrzebne materiały:
-wydruk portretu patrycjuszki,
-papier,
-do wyboru materiały: kredki, pisaki lub farby, kolorowy papier, gazety, kawałki materiału (tkanin), można użyć ich również wszystkich razem,
-klej i nożyczki.

24 marca 2020

Od kilku dni jest już wiosna. Z tej okazji mamy dla Was kolorowankę z tulipanem, którego możecie ożywić swoimi ulubionymi kolorami.

Jeśli chcecie, żeby Wasz tulipan był naprawdę wyjątkowy, możecie wzorować się na odmianie Semper Augustus. W XVII wieku był to najcenniejszy okaz, a charakteryzował się białymi płatkami w czerwone paski. Musicie wiedzieć, że cebulki tego tulipana były niezwykle drogie w czasie „tulipanowej gorączki”. Czym ona była? To nie żadna choroba, ale moda na tulipany, która ogarnęła XVIII-wieczną Holandię i spowodowała, że płacono za nie olbrzymie pieniądze. Dziś każdy może kupić te kwiaty, ale wyobraźcie sobie, że 400 lat temu za kilka cebulek można było kupić nawet dom albo ziemię!

23 marca 2020

Ebru to tradycyjna turecka sztuka zdobienia papieru. Nazywana jest też malowaniem na wodzie, ponieważ wzory przypominające marmur tworzy się przez mieszanie farby na zagęszczonej tłustą substancją wodzie. Na szczęście ten sam efekt można uzyskać o wiele prostszym sposobem – nasz tajemniczy składnik to… pianka do golenia!

Potrzebne materiały:
-większy pojemnik (np. plastikowe pudełko do przechowywania albo blacha do pieczenia),
-pianka do golenia,
-gęste farby (najlepiej akrylowe),
-patyk do mieszania,
-linijka,
-papier, który chcemy ozdobić (najlepiej grubszy), mogą to być także koperty na list.

Instrukcja:
1. Na dno pojemnika nakładamy piankę do golenia.
2. Na piankę kładziemy trochę farby i mieszamy patykiem, tworząc wzory.
3. Delikatnie przykładamy papier na powierzchnię pianki, następnie powoli odklejamy.
4. Nadmiar pianki ściągamy linijką, a papier odkładamy do wyschnięcia.
5. Możemy odbijać kolejne arkusze tak długo, jak na powierzchni pianki pozostaje farba.
6. Farbę można systematycznie uzupełniać, do końca zabawy.

20 marca 2020

Rudolf Freitag był rzeźbiarzem i kolekcjonerem. Mieszkał i pracował w opuszczonym klasztorze franciszkańskim wraz z psem i kotem. Niestety nie wiemy, jak się one nazywały.

Musicie wiedzieć, że Freitag jest dla naszego muzeum ważną postacią. To między innymi dzięki jego staraniom w klasztorze, który wybrał na swoje miejsce pracy, utworzono muzeum. Było to prawie 150 lat temu, tym samym Muzeum Narodowe w Gdańsku jest jednym z najstarszych muzeów w Polsce!

Dzisiaj dla najmłodszych przygotowaliśmy labirynt. Pies Freitaga zgubił się w klasztornych korytarzach. Pomóżcie mu wrócić do pracowni.

19 marca 2020

W Oddziale Sztuki Dawnej znajduje się Galeria Złotnictwa. Można obejrzeć tam przedmioty wykonane ze srebra i złota, które były przeznaczone do domów bogatych patrycjuszy i kupców, do kościołów oraz cechów rzemieślniczych. Oprócz pucharów i monstrancji, czy też cukierniczek w gablotach znajdują się także kufle, figura strusia, a nawet róg do picia w kształcie ptaka. Stworzenie tych wszystkich niezwykle pięknych i cennych przedmiotów wymagało dużo talentu i czasu. Złotnik, który je wykonywał musiał mieć dobry wzrok 👀, żeby precyzyjnie opracować nawet najmniejsze detale przedmiotu.

Najmłodszych miłośników sztuki zachęcamy do sprawdzenia, czy nadają się do takiej pracy. Znajdźcie właściwy cień przedmiotu, wykonanego przez złotnika.

18 marca 2020

Czy do tworzenia sztuki potrzebne jest płótno, farby i pędzle? Niekoniecznie! Sztuka może przecież powstać z całkiem zwyczajnych materiałów, które aktualnie znajdują się pod ręką. Kiedy francuski malarz Henri Matisse zachorował i musiał zostać w domu #zostańwdomu, zamienił swoje ukochane farby na papier i zaczął tworzyć wycinanki. Jego prace były niezwykle kolorowe i składały się z prostych kształtów. Pójdźcie jego śladem! Wystarczą Wam tylko nożyczki, kolorowy papier lub czasopisma i oczywiście klej.

adminMNG online